Informacje 2006

28.12.06

 

 

Jim Caviezel, pamiętny Chrystus z "Pasji" Mela Gibsona, w najnowszym filmie Tony'ego Scotta "Déja vu" zgodził się zagrać "czarny charakter". Nie bez wpływu na jego decyzję był wielki sentyment do jednego z wczesnych filmów reżysera - "Top Gun". Aktor wspominał, że tamten film tak go zafascynował, że aż trzy razy zdawał do szkoły marynarki wojennej. 
Sam reżyser pytany o obsadzenie Jima Caviezela w kontrowersyjnej roli nie ukrywa: Jestem wystarczająco perwersyjny by wpaść na ten pomysł! Caviezel wszedł na spotkanie, siedział przez około 30 sekund, a ja pomyślałem - to ten facet. Młoda, debiutująca na dużym ekranie aktorka - Paula Patton, potwierdza słuszny wybór twórców: Kiedy Jim jest w postaci jest w niej bardzo intensywnie. Ma niewiarygodnie stalowe oczy.
Ułatwiało mi to pracę z nim, bo się po prostu go bałam. Parę razy naprawdę mnie przeraził. Spotykałam go po nakręceniu sceny, a on wciąż był w swojej postaci.
Jednak nie wszystko wokół "Déja vu" było tak przerażające. Tony Scott zdradził dość zabawną, jak na taki film, historię: Denzel ma w filmie pewną kwestię, na którą zwróciliśmy uwagę dopiero na pierwszym pokazie z publicznością. To wtedy, gdy zawraca samochodem i znajduje się twarzą w twarz z czarnym charakterem - Caviezelem, mówi wtedy - Jezu! Ta kwestia wzbudziła
wielki wybuch śmiechu wśród publiczności.


"Déja vu" opowiada historię agenta Douga Carlina (Denzel Washington), który próbuje odkryć zagadkę ataku terrorystycznego na prom w Nowym Orleanie. Agent narzeka, że choć raz chciałby złapać kogoś zanim popełni zbrodnię, a nie już po tym. Dzięki sekretnemu projektowi rządowemu, Carlin otrzymuje jedyną w życiu szansę by zapobiec przestępstwu, które już miało miejsce. 

"Déja vu" na ekranach kin od 5 stycznia.

Informacja własna.

19.12.06

 

 

Już 5 stycznia na ekrany kin trafi najnowszy film w reżyserii Tony'ego Scotta z Denzelem Washingtonem w roli głównej p.t. "Déja vu".

"Déja Vu" to oczywiście duża, amerykańska produkcja prosto spod ręki słynnego producenta Jerry'ego Bruckheimera, tytuł mógłby jednak sugerować europejskie korzenie tego obrazu. Film już zbiera pochlebne recenzje i jedyne, co może sprawić w tym przypadku kłopot to właśnie tytułowy zwrot déja vu, który nie od dziś stwarza problemy językowe naszym rodakom. Nie tylko zresztą im, chodziły słuchy, że we Francji film ma nosić inny tytuł. Czyżby nawet Francuzom wymowa déja vu nastręczała kłopotów? Mając na względzie te okoliczności, wybitny językoznawca prof. Jerzy Bralczyk postanowił zająć stanowisko w sprawie wymowy nazwy tego tajemniczego odczucia.

Zobacz krótki wykład , format .mpg, rozmiar 11,34 MB.

"Déja vu" na ekranach kin od 5 stycznia.

Informacja własna.

14.12.06

 

 

Jednym z większych wydarzeń kończącego się właśnie XXII Forum Wokół Kina w Krakowie - najistotniejszej imprezy środowiska kinowego w Polsce, był pierwszy pokaz najnowszej produkcji Jerry'ego Bruckheimera, w reżyserii Tony'ego Scotta, z Denzelem Washingtonem w roli głównej - "Déja vu". Profesjonaliści przyjęli film ze sporym entuzjazmem, co może zapowiadać niezły wynik nad Wisłą potwierdzony wcześniejszym sukcesem filmu za oceanem. Tam "Déja vu" pozwoliło zarobić twórcom już prawie 53 miliony dolarów.

Filmy spółki Bruckheimer-Washington-Scott zazwyczaj nie zawodzą ani widzów, ani producentów. Wystarczy przypomnieć "Karmazynowy przypływ" z 1995 roku (25 grudnia na antenie Polsatu), sygnowany przez tę trójkę. Producent Jerry Bruckheimer doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że obsadzenie głównej roli - agenta Douga Carlina, jest kluczowe. Była tylko jedna, niekwestionowana kandydatura: Denzel Washington. Denzel to aktor, który ma natychmiast publiczność w garści, niezależnie od roli, jaką gra. Przejmujemy się jego losem, troszczymy o niego, jego dylematy stają się naszymi dylematami. Reżyser Tony Scott zauważył: Carlin jest obdarzony wielką intuicją. I to też bardzo go zbliża do Denzela, który jest aktorem wybitnie intuicyjnym. Intuicja jest dla niego kluczowa w budowaniu roli, podpowiada mu najlepsze rozwiązania. Jeśli chce coś zmienić, często nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego. On to po prostu wie i czuje. 

Pozostaje teraz poczekać na debiut kinowy filmu, a jest na co, bo oprócz wymienionych już nazwisk, na ekranie zobaczymy również Jima Caviezela, znanego ze swojej wybitnej kreacji w "Pasji" Mela Gibsona, oraz jednego z najbardziej zapracowanych aktorów hollywoodzkich - Vala Kilmera.

Agent federalny z agencji ATF, Doug Carlin, prowadzi śledztwo w sprawie wybuchu bomby na promie w Nowym Orleanie. Ze zdziwieniem dostrzega, że zarówno on sam, jak i ci, którzy ocaleli, przeżywają déja vu. Zjawisko okazuje się kluczem nie tylko do uniknięcia kolejnego zamachu, ale nawet i tego, który już miał miejsce.

"Déja vu" na ekranach kin od 5 stycznia.

Informacja własna.

04.12.06

 

 

 

Nowy ekranowy rok zainauguruje kolejna produkcja (na ogół) nieomylnego twórcy przebojów kinowych Jerry'ego Bruckheimera - film "Déja vu" z Denzelem Washingtonem i Jimem Caviezelem w rolach głównych. Obraz zadebiutował w miniony weekend w USA i od razu trafił na trzecie miejsce box-office'u z wpływami, bagatela, prawie 29 milionów dolarów. Najbliższy weekend może się okazać dla "Déja vu" jeszcze lepszy zważywszy, że najnowsza odsłona przygód Jamesa Bonda powoli schodzi z amerykańskiego piedestału. 

"Déja vu" to wyreżyserowana przez specjalistę od tajemniczych thrillerów Tony'ego Scotta, zagrana na najwyższym poziomie zagadkowa historia o agencie federalnym prowadzącym dochodzenie w sprawie zamachu terrorystycznego na promie w Nowym Orleanie. Agent Doug Carlin (Washington) odkrywa, że wszyscy biorący udział w dochodzeniu przeżywają déja vu. Zjawisko to okazuje się być kluczem do rozwikłania nie tylko tajemnicy dokonanej już zbrodni, ale i tych, które jeszcze nie miały miejsca.

Dodatkową niespodzianką dla widzów będzie piosenka towarzysząca filmowi. Popularna piosenkarka Macy Gray postanowiła poświęcić swój najnowszy singiel filmowi "Déja vu". Zdobywczyni nagrody Grammy napisała utwór "Coming back to you" specjalnie do filmu, który stał się jego niewątpliwą ozdobą. Piosenka towarzyszy napisom końcowym, ma również promować obraz w mediach. Czy stanie się tak wielkim przebojem jak najnowszy film ze znakiem jakości Jerry'ego Bruckheimera? Polscy widzowie przekonają się 5 stycznia, kiedy to film zawita do naszych kin.

Informacja własna.

30.11.06

 

 

 

Nominowany do Złotego Globa za "Ściganego" świetny twórca kina sensacyjnego - Andrew Davis - wraca z kolejnym "dużym" filmem. Tym razem zajął się ratownikami ze Straży Przybrzeżnej, którzy szczególnie mocno zaistnieli w świadomości opinii publicznej niebezpieczną i ofiarną akcją ratowniczą po ataku huraganu Katrina w Nowym Orleanie. Powstało tylko kilka dobrych filmów o mężczyznach, którzy ratują życie, a nie je odbierają - tłumaczył swój wybór reżyser. - Mamy nadzieję dołączyć do tej grupy.

Davis pracował już z wieloma gwiazdami poczynając od Harrisona Forda we wspomnianym już "Ściganym"; poprzez Morgana Freemana i Keanu Reevesa w "Reakcji łańcuchowej"; skończywszy na Michaelu Douglasie i Viggo Mortensenie w "Morderstwie doskonałym". W jego najnowszym filmie "Patrol" ponownie zobaczymy wyjątkowy duet aktorów starszego i młodszego pokolenia - Kevina Costnera i Ashtona Kutchera.

Davis niewątpliwie poświecił dużo uwagi obsadzie "Patrolu" i wydobyciu z niej maksymalnej dozy realizmu. Zdaniem reżysera, film miał się stać nie tylko emocjonującym widowiskiem, ale i opowieścią o poświęceniu ludzi, którzy pełnią tę niezwykle trudną służbę. Davis uważa, że wiarygodna obsada jest równie ważna jak
perfekcyjna realizacja skomplikowanych widowiskowych scen. Jestem przekonany, że wybór Kevina do tej roli był doskonały. Pomyślałem o nim, gdy tylko przeczytałem scenariusz. Jest w odpowiednim wieku, by zagrać człowieka świadomego, że jego służba zbliża się ku końcowi. A poza tym Kevin jest aktorem, który bardzo wyraziście gra, ale nigdy nie gra zbyt wiele. Stylem przypomina mi trochę Paula Newmana - mówił Davis. Reżyser wychwalał też Kutchera, któremu wróży wielką przyszłość. Jest pełen energii i charyzmy. Sprawił, że wierzymy w Jake'a i jego stopniowe przemiany. Początkowo arogancki, szybko pojmie, jak wielu istotnych rzeczy może się nauczyć od swego mentora - komentował Davis.

Reżyserowi udało się stworzyć silną relację mistrz - uczeń nie tylko na ekranie. Kutcher otwarcie przyznawał, że przyjął tę rolę przede wszystkim ze względu na Costnera. Podkreślał jak wiele mógł się od niego nauczyć, co
podpatrzeć i czego o aktorstwie dowiedzieć. Wygląda więc na to, że dobry reżyser potrafi wyreżyserować nawet prawdziwe życie. 

"Patrol" na ekranach kin od 1 grudnia.

Informacja własna.

28.11.06

 

 

 

Film "Patrol" (od 1 grudnia w kinach) opowiada o życiu i niebezpiecznej pracy ratowników amerykańskiej Straży Przybrzeżnej. Jeden z odtwórców głównych ról - Ashton Kutcher ("Zupełnie jak miłość") przyznawał, że w filmie są może trzy sceny, w których nie jest cały mokry. I faktycznie, akcja filmu toczy się przede wszystkim w wodzie.

Dlatego też kręcenie zdjęć było wyjątkowo skomplikowaną operacją logistyczną. Wielkiej uwagi wymagała zwłaszcza sekwencja rozgrywająca się na Morzu Beringa. Reżyser Andrew Davis uznał, że filmowanie w ekstremalnych warunkach jest praktycznie niemożliwe. Na potrzeby ekipy powstała więc największa w Hollywood maszyna do tworzenia sztucznych fal. Oczywiście, zbliżony efekt można dziś uzyskać komputerowo, ale zasadnicza różnica kryje się właśnie w słówku "zbliżony". Komputerowcy pod wodzą
Williama Mesy też pracowali pełną parą, tworząc morskie pejzaże. Przeanalizowali dziesiątki zdjęć filmowych z autentycznych sztormów, by stworzyć jak najbardziej realistyczny obraz "gniewu oceanu". W Shreveport powstał gigantyczny basen o wymiarach 30,5 na 24,4 metra. Za tworzenie fal odpowiadała firma Aquatic Development Company z Nowego Jorku. Stworzony przez nią system dokładnie odtwarzał strukturę i rytm uderzeń morskich fal, które osiągały wysokość nawet do ośmiu metrów. Moc maszyn
tworzących fale wynosiła aż 150 koni mechanicznych! Davis był zachwycony: Mieliśmy nie tylko wysoką falę, ale różne rodzaje fal i różne sposoby ich rozbijania się i załamywania światła. Kutcher z kolei wspominał: Uderzenia fal były tak potężne, że trzeba było bardzo uważać. Chwilami mieliśmy wrażenie, że naprawdę jesteśmy na
otwartym morzu.
William Mesa podkreślał, że - mimo ogromnego postępu technik komputerowych - udawanie wody, zwłaszcza oceanu, to "digitalny koszmar". Oceanu, a zwłaszcza sztormu, po prostu nie da się zaprogramować. To organiczny żywioł, pełen nieprzewidywalnych zmian, o wielu subtelnych odcieniach. Dlatego postanowiliśmy sfilmować prawdziwe fale, a moim zadaniem było dopasować resztę do ich wyglądu.

Ben Randall (Kevin Costner), ceniony i szanowany ratownik Straży Przybrzeżnej, postanawia zakończyć służbę. To dla niego trudny czas: jego małżeństwo rozpada się, a w trakcie jednej z ostatnich akcji traci niemal całą załogę. Czuje się winny, uznaje więc, że powinien odejść. Jego ostatnim zadaniem ma być wyszkolenie godnych następców w elitarnej jednostce ratownictwa. Skupia uwagę na młodym mistrzu pływackim Jake'u Fischerze (Ashton Kutcher). Ten, choć arogancki i przekonany o swej nieomylności, ma niewątpliwy talent. Tylko czy da sobie utrzeć nosa i czy przetrwa bardzo trudne próby, które go czekają? 

"Patrol" w kinach od 1 grudnia.

Informacja własna.

16.11.06

 

 

 

Kevin Costner to jeden z najpopularniejszych i najczęściej nagradzanych hollywoodzkich gwiazdorów. Na koncie ma Oscary, Złoty Glob, nagrody MTV oraz niezliczone nominacje do najbardziej prestiżowych nagród filmowych. Do historii kina przeszły jego kreacje w tak ważnych produkcjach, jak "Tańczący z wilkami", "JFK" czy "Doskonały świat". Nie stroni także od ról w filmach komercyjnych, jak "Bodyguard" czy "Robin Hood: Książę złodziei". 

1 grudnia Kevin Costner wraca na ekrany w wielkim stylu. Zobaczyć go będzie można w najnowszym filmie reżysera "Ściganego", Andrew Davisa - "Patrol"

Pięćdziesięciojednoletni Costner w "Patrolu" pokazał, że stać go na wiele poświęceń. Gra doświadczonego ratownika Straży Przybrzeżnej (US Coast Guard). Podczas treningów
nie odpuszczał sobie nawet na moment: Bardzo dużo pływałem i biegałem i wcale nie było to dla mnie łatwe. W filmie występowali olimpijscy pływacy, więc trzeba się było bardzo starać, by dobrze przy nich wypaść. Aktor nie tylko ciałem pozostaje młody. Nie rezygnuje z żadnych wyzwań. Ostatnio, za namową żony, powrócił do swojej
wielkiej pasji - muzyki: Uwielbiam występować, jest to sposób, by dać fanom coś bardziej konkretnego niż autograf. Napisanie swojego nazwiska na kartce papieru mnie nie satysfakcjonuje. Muzykę kocham od lat. Ostatnio jednak nie występowałem i żona spytała mnie: Czemu nie miałbyś znowu grać? Kilku moich znajomych muzyków zaprosiło mnie do współpracy. Z początku byłem bardzo niechętny i zamierzałem odmówić, ale
teraz gram i bardzo to lubię. 

Costner w swoim zespole śpiewa i gra na gitarze. Członkom grupy udało się namówić gwiazdora do wyjścia z "garażu" i teraz coraz częściej występują przed publicznością. W planach mają nawet niewielką trasę koncertową po Stanach!

Ben Randall (Kevin Costner), zasłużony ratownik Straży Przybrzeżnej, myśli o zakończeniu służby - podczas jednej z ostatnich akcji stracił bowiem całą załogę. Czuje się winny, wydaje mu się, że najwyższy czas odejść. Tymczasem szkoli godnych siebie następców w elitarnej jednostce ratownictwa. Jego uwagę przyciąga Jake Fischer (Ashton Kutcher), młody, arogancki mistrz pływacki, przekonany o swej wyższości nad innymi. Czy Jake zrozumie, jak wiele może nauczyć się od doświadczonego kolegi? 
Sprawdzian nastąpi w niezwykle dramatycznych okolicznościach.

"Patrol" na ekranach polskich kin od 1 grudnia.

Informacja własna.

09.11.06

 

 

 

Młody i niezwykle obiecujący aktor - Ashton Kutcher ("Zupełnie jak miłość", "Efekt motyla"), ponownie zawita na nasze ekrany. Już 1 grudnia zobaczymy go w najnowszym filmie reżysera "Ściganego", Andrew Davisa - "Patrol". Kutcher wystąpi u boku Kevina Costnera ("Tańczący z wilkami"). Wcieli się w rolę utalentowanego, butnego pływaka, który pod okiem doświadczonego kolegi stara się o służbę w Straży Przybrzeżnej (US Coast Guard). Adept będzie musiał nauczyć się czerpać z doświadczenia swego mentora. Sprawdziany, które go czekają, będą bardzo dramatyczne.

Przygotowania do roli Jake'a Fishera zdecydowanie odbiegły od tego, do czego przywykł młody gwiazdor. To jest bowiem jego pierwszy film akcji, a do tego niezwykle wymagający. Kutcher szczerze wyznał: Przed filmem bardzo słabo pływałem. Zdecydowanie nie czułem się w wodzie jak ryba. Podpisywałem umowę wiedząc, że będę się musiał sporo nauczyć. Przed "Patrolem" mogłem przepłynąć basen w tę i z powrotem, ale to było raczej takie nerwowe przebieranie nogami i rękami, które nie miało wiele wspólnego z prawdziwym pływaniem - wspominał aktor. - Tak więc sześć miesięcy przed zdjęciami rozpocząłem lekcje pływania.
Oprócz tego kursu, aktor musiał również przeżyć bardzo intensywny obóz szkoleniowy: Szkolenie było naprawdę ciężkie. Nikt mnie nie oszczędzał i nigdy w życiu nikt tak często i tak głośno na mnie nie krzyczał. Ale nikogo - oprócz moich rodziców - nie szanowałem tak jak ludzi, którzy dali mi ten wycisk. Tu nikt cię nie pyta, czy wykonasz to, co masz zrobić. Robisz to i już. Jednak nawet w takich miejscach są równi i równiejsi.
Kevin Costner śmiał się: Jeśli chodzi o mnie, nie musiałem brać tych wszystkich zimnych pryszniców, jakimi bezustannie częstowano Ashtona. A po co zimne prysznice? Wyjaśnił to Kutcher: W filmie są zaledwie trzy sceny, w których nie jestem zmarznięty, mokry lub jedno i drugie naraz. 

"Patrol" w kinach od 1 grudnia.

Informacja własna.

25.10.06

 

 

 

Wczoraj (24 października), niedaleko podwarszawskiego Piaseczna, kwadrans po 16.00, padł ostatni klaps na planie filmu "Ryś" w reżyserii Stanisława Tyma.

Choć pogoda nie była najpiękniejsza, a w momencie, gdy reżyser ogłosił przez radio koniec zdjęć, zapadał już zmrok, na planie rozległy się gromkie brawa. Ekipa była wzruszona, a Stanisławowi Tymowi łamał się głos, gdy dziękował współpracownikom. Powiedział: Jestem z was dumny i bardzo, bardzo wdzięczny. Dziękował producentom, bez których "Ryś" nie miałby szansy powstać, dziesiątkom aktorów i całej ekipie. Następnie, ku zaskoczeniu wszystkich, wydobył harmonijkę ustną i na środku ulicy
zagrał "Odę do radości" Ludwika van Beethovena jako hołd dla wszystkich, którzy pracowali przy tym projekcie.

Zdjęcia do "Rysia" rozpoczęły się 28 sierpnia w klasztorze kamedulskim nad jeziorem Wigry, w okolicach Suwałk. Przez te bez mała dwa miesiące przez plan filmu przewinęło się ponad dwustu aktorów, dwa razy tylu statystów, dwa helikoptery, samochody, rowery, drezyna i przygarnięty pies Ryś. I to Ryś, a w zasadzie Rysia (bo to suczka), najnowsza ulubienica Stanisława Tyma, była bohaterką jednego z ostatnich ujęć filmu. Miała szczekać i szarpać nogę pewnego przestępcy. Pomysł sceny powstał na sam koniec, choć reżyser od razu zagwarantował Rysi występ w filmie. Nikt jednak nie przypuszczał, że suczka tak przyzwyczai się do planu zdjęciowego, że wcale nie zechce wściekle szczekać. Trochę to trwało, jednak w końcu Rysię udało się przekonać i oto ma epizod w filmie, na którego cześć dostała imię.

Najnowsze przygody Ryszarda Ochódzkiego zobaczymy w kinach w lutym przyszłego roku. Do tego czasu twórcy zajmować się będą montażem i postprodukcją. Zapewne już wkrótce publiczność ujrzy fragmenty filmu i jego pierwszy zwiastun.

Informacja własna.

25.10.06

 

 

 

W obsadzie filmu "Spadaj!", który już w najbliższy piątek wejdzie na ekrany polskich kin, znalazł się wybitny aktor Jeff Bridges. Wciela się w rolę trenera gimnastyki sportowej - Burta Vickermana. Reżyserka filmu, Jessica Bendinger, mówi: On jest legendą, to niezwykła zdobycz dla naszego filmu. Jeff wprowadził do produkcji
doświadczenie i rzemiosło na bardzo wysokim poziomie. 


Bridges zrobił poważny reaserch do swojej roli; chodził na zawody gimnastyczne z kamerą: Musiałem wyglądać idiotycznie, na zawodach dzieje się tyle niesamowitych rzeczy, a ja stałem i filmowałem reakcje trenerów. Dzięki temu jednak bardzo dużo dowiedziałem się o ich zachowaniu. W ich reakcjach jest wiele troski, ale i rodzaj twardości, nieugiętości. 

Ten ceniony aktor poświęca się nie tylko grze; Bridges słynie z wielu pasji. Jedną z nich jest fotografia. Podczas pracy nad filmem robił dziesiątki zdjęć aktorom i ekipie. Po skończeniu filmu oprawił fotografie i wszystkim je rozdał. Jego zdjęcia z podróży i planów zdjęciowych były wielokrotnie publikowane w rozmaitych magazynach, miał również wystawy w Nowym Jorku, Los Angeles i Londynie. Kilka lat temu Bridgesowi udało się także spełnić swoje największe marzenie i wydać album muzyczny "Be Here Soon". Płyta została świetnie oceniona przez krytyków i publiczność. Prawdziwy człowiek renesansu!

Brice Graham (Jon Gries), ojciec dziewczyny o imieniu Haley (Missy Peregrym), po serii wyskoków córki i jej konfliktów z prawem, nie ma już najmniejszego pomysłu na to, jak utrzymać buntowniczkę w ryzach. A Haley naprawdę ma fantazję! Gdy jej ostatni wybryk znów kończy się przed sądem, ten orzeka, że krnąbrna nastolatka ma się stawić w renomowanej Akademii Gimnastyki Vickermana. Instytucja to nie dość, że legendarna i prestiżowa, to jeszcze słynąca z iście militarnego rygoru. Haley niegdyś, z całkiem niezłymi wynikami, ćwiczyła w drużynie juniorek, tak więc teraz powrócić ma do rzeczywistości pełnej rywalizacji, kompromisów i zasad. Jej marna reputacja dociera do szkoły na długo przed nią samą. Ferment, który Haley wprowadza w drużynie, stara się załagodzić trener - Burt Vickerman (Jeff Bridges), który od razu wyczuwa prawdziwy talent. Pragnie pomóc Haley pogodzić się ze światem. Szorstki układ między Vickermanem i młodą zawodniczką wkrótce przeradza się w coś na kształt szacunku, budzi w niej ambicję, a zespołowi pozwala dostrzec w nietuzinkowej dziewczynie kogoś wyjątkowego. Pozostałe gimnastyczki zrozumieją, że niektóre zasady po prostu trzeba łamać.

"Spadaj!" na ekranach kin od 27 października.

Informacja własna.

18.10.06

 

 

 

Obsada najnowszej komedii Stanisława Tyma "Ryś" jawi się imponująco. Niemal co tydzień ekipa ujawnia kolejne gwiazdy, które zdecydowały się zagrać w tym najbardziej oczekiwanym polskim filmie. W "Rysiu" pojawią się więc najwybitniejsi polscy aktorzy począwszy od Krystyny Jandy, a skończywszy na Marku Kondracie. Na ekranie widzowie zobaczą jednak i aktorów młodszego pokolenia.

W niewielkich rolach wystąpią: Anna Przybylska, Agata Buzek, Paulina Holtz i Eryk Lubos. Zaskoczeniem może być jednak występ popularnych serialowych "Oficerów" - Magdaleny Różczki i Borysa Szyca. Role nie są wielkie, ale naprawdę zabawne. Szyc oczywiście będzie policjantem, choć może nieco innym niż Kruszon. Magdalena Różczka sprawdzi się natomiast w roli dziennikarki. Aktorka wspomina: To bardzo malutka rola, ale jestem szczęśliwa i zaszczycona, że mogłam zagrać w "Rysiu". Dlaczego zagrałam? Po prostu kocham Stanisława Tyma! Pytana o to, jakim reżyserem jest Tym, wyznaje: Naprawdę niezwykle trudnym. Tak dobrze zna swoje postaci i cały scenariusz, że kiedy daje mi wskazówki jak mam grać, z góry wiem, że zrobiłby to lepiej ode mnie.

"Ryś" to kolejna odsłona losów kultowej postaci stworzonej przez Stanisława Bareję - Ryszarda Ochódzkiego. Tym razem reżyserii i napisania scenariusza podjął się sam Stanisław Tym. Autor twierdzi, że w nowej Polsce także jest się z czego śmiać, a Ochódzki świetnie wpisuje się w wydarzenia ostatnich lat. Reżyser zaprosił do współpracy aktorów znanych z wcześniejszych filmów o Ochódzkim m.in. Zofię Merle i Jerzego Turka oraz dziesiątki wybitnych artystów scen polskich, którzy pojawią się w często zaskakujących kreacjach. Jak to możliwe, że w jednym filmie wystąpi tyle wielkich nazwisk? Jeden z aktorów grających w "Rysiu" bez skrępowania przyznał: U Tyma zagrałbym nawet podłogę.

Zdjęcia do "Rysia" skończą się już w przyszłym tygodniu, widzom pozostanie czekać do lutego na kinową premierę filmu.

Informacja własna.

13.10.06

 

 

 

27 października na ekranach kin pojawi się film "Spadaj!". Już sam tytuł sugeruje, że widzowie będą mieli do czynienia ze światem pełnym buntu i młodzieńczej przekory. "Spadaj!" to opowieść o Haley Graham (Missy Peregrym) - nastolatce o wyjątkowej fantazji.

Kiedy kolejny jej wybryk kończy się przed sądem ten orzeka, że krnąbrna dziewczyna ma być resocjalizowana w renomowanej Akademii Gimnastyki Vickermana. Instytucja to nie dość, że legendarna i prestiżowa, lecz również słynąca z iście militarnego rygoru. Haley musi stawić czoła rzeczywistości wypełnionej rywalizacją, kompromisami i zasadami. Czy jej anarchistyczna osobowość odnajdzie się w tym świecie? A świat to na pewno dziwny.

Każdy, kto choć raz brał udział w treningu gimnastycznym, wie, jak trudny i pełen poświęceń to sport. Tym bardziej istotną rolę w życiu zawodniczek pełni muzyka. Spróbujcie spędzić bez niej choćby dwadzieścia minut na sali. Reżyserka i scenarzystka - Jessica Bendinger wiedziała, że taki film potrzebuje naprawdę porywających dźwięków. Zaprosiła więc do współpracy muzyków wielokrotnie honorowanych nagrodami Grammy, ale także obiecujących debiutantów. Po prostu wybrała kawałki pasujące do historii głównej bohaterki. Ekipa "Spadaj!" sięgnęła wyżyn, gdy umowę o współpracy podpisała sześciokrotna zdobywczyni nagrody Grammy - Missy Elliott. Artystka zgodziła się nie tylko na użycie swojego najnowszego singla z płyty "The Cookbook" - "We Run This" - jako tematu przewodniego, ale również nagrała specjalny teledysk. Clip ukazuje Missy Elliott jako gimnastyczkę trenującą do zawodów mistrzowskich pod okiem złotej medalistki olimpijskiej - Dominique Dawes. Muzykę do filmu przygotował zaś Mike Simpson, połowa The Dust Brothers, który komponował do takich filmów, jak "Podziemny krąg" czy "Zakręcony piątek". Bendinger przyznaje: Uwielbiam muzykę. Tak zaczynałam karierę, pisałam o muzyce w magazynie Spin i w MTV. Teraz udało mi się nie tylko wyreżyserować swój pierwszy film, ale i współpracować z takimi talentami, jak Missy czy Mike. Nie mogłabym chcieć więcej. Utwór Missy "We Run This" to kawał świetnej muzyki, a poza tym fantastycznie odzwierciedla podejście Haley do życia.

Na soundtracku usłyszymy także: Electric Six, K7, Blink 182, hip-hopowców z Fanny Pack, punkową grupę Damone, sześciu raperów z Jurrasic 5, nie wspominając już o gwiazdach pokroju Green Day, Styx czy Adam Ant. Szykuje się niezły kawałek hip-hopowo - punkowego kina!

Informacja własna.

11.10.06

 

 

 

Na dziennikarskiej giełdzie od wielu miesięcy pojawiały się spekulacje dotyczące ponownej współpracy reżysera Marka Piwowskiego i Stanisława Tyma. Najczęściej wspominano o planowanej kontynuacji kultowego filmu "Rejs". Obaj twórcy konsekwentnie zaprzeczali. Jednak nie wszystko w tych informacjach okazało się być wyssanym z palca. Marek Piwowski pojawił się bowiem na planie powstającego właśnie filmu w reżyserii Stanisława Tyma - "Ryś", kontynuacji losów bohaterów znanych z niemniej kultowego "Misia" oraz "Rozmów kontrolowanych".

Tym powitał na planie swego wieloletniego przyjaciela bardzo ciepło: Cieszę się, że Cię widzę Marku. Piwowski natomiast o tym, dlaczego zdecydował się zagrać w "Rysiu" opowiadał w dowcipny, charakterystyczny dla siebie sposób: Zdecydowałem się zagrać w "Rysiu", ponieważ nie czytałem scenariusza. Drugi argument to helikopter na planie, od dziecka chciałem być śmigłowym. Należy wspierać polską kinematografię. Mamy taki zalew tej szmiry z zachodu, a tam narkotyki, gwałty - mam tego dosyć. A u nas na planie proszę spojrzeć - flagi, straż pożarna, jakoś się bezpiecznie czuję. Piwowski - doświadczony reżyser - pytany o to, jak Tym, reżyser i odtwórca głównej roli w "Rysiu", radzi sobie z tym trudnym fachem mówi: Imponuje mi, że Staszek tak szybko przebiega z jednej strony kamery na drugą, a jaką postać gram okaże się podobno w montażu. 

Film oprócz prawdziwej galerii świetnych aktorów (m.in. Marek Kondrat, Danuta Stenka, Borys Szyc), ma też obfitować w kreacje "naturszczyków". Tak więc oprócz Piwowskiego w małych rolach pojawią się także: brat Stanisława Tyma - Antoni, dziennikarz TVN24 Grzegorz Miecugow, kabareciarze m.in. Marek Przybylik, Jadwiga Basińska z Mumio, Waldemar Wilkołek z Ani Mru Mru, członkowie kabaretu Jurki oraz wielu, wielu innych.

Zdjęcia do "Rysia" potrwają jeszcze około dwóch tygodni. Następnie twórcy skupią się od razu na postprodukcji. Premiera planowana jest na luty 2007 roku.

Informacja własna.

26.09.06

 

 

 

Największa dama polskiego kina, jurorka bijącego rekordy popularności telewizyjnego show "Taniec z gwiazdami", którego czwarta edycja właśnie trwa w stacji TVN - Beata Tyszkiewicz, w najbliższym czasie da się poznać widzom w zupełnie nowej, nietypowej dla siebie roli. W ciągu swojej długiej kariery wcieliła się w ponad sto postaci, począwszy od Klary w ekranizacji "Zemsty" z 1956 roku, poprzez księżniczkę Elżbietę w "Popiołach" Andrzeja Wajdy i Izabelę Łęcką z "Lalki" Wojciecha Jerzego Hasa, a skończywszy na. No właśnie. Ostatnio Beata Tyszkiewicz zagrała. sprzątaczkę. Kto był w stanie ją do tego nakłonić? Aktorka uchyla rąbka tajemnicy w jednym ze swoich felietonów: Nigdy nie przypuszczałam, że zdjęcia do filmu Stasia Tyma "Ryś" sprawią
mi tyle radości. Wiele lat grałam księżniczki, hrabiny i hrabianki - jednym słowem, damy. A tu propozycja Stasia, żebym zagrała sprzątaczkę na pływalni Pałacu Kultury i Nauki.
Jakby tego było mało, drugą sprzątaczkę grała Grażyna Szapołowska. Beata Tyszkiewicz do tej niewielkiej roli poczyniła równie poważne przygotowania, jak do swoich wcześniejszych, wielkich kinowych kreacji. Aktorka wspomina: Od kilku dni myślałam, w co się ubrać do roli sprzątaczki? Wyszło, że niezbędne są zdrowotne buty przemysłowe - powyżej kostki, sznurowane, z odkrytymi palcami i piętami. W sklepie z używaną odzieżą kupiłam także seledynową, jedwabną bluzeczkę, dostałam kolorowy fartuch we wzorki i dzianą, brązową kamizelkę. Do ręki miotła i do roboty.

Występ Tyszkiewicz i Szapołowskiej w "Rysiu" to tylko przedsmak wielu obsadowych niespodzianek tego filmu. Wszyscy, którzy poznali już choć część obsady, nie kryją zdumienia. To będzie wyjątkowe przedsięwzięcie, bowiem rzadko zdarza się, by nawet w najmniejszych, zaskakujących epizodach wystąpiły pierwszoligowe postaci polskiego kina, telewizji i estrady.

"Ryś" w reżyserii i według scenariusza Stanisława Tyma na ekranach kin od 9 lutego.

Informacja własna.

11.09.06

 

 

 

Jury 63. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji ogłosiło swój werdykt. Wśród zdobywców Lwów Weneckich znalazł się Ben Affleck występujący w filmie w Allena Coultera „Hollywoodland”
„Hollywoodland” to historia zagadkowej śmierci gwiazdora z lat 50., George’a Reevesa, za tę właśnie kreację Affleck otrzymał ową prestiżową nagrodę. W miniony weekend film zadebiutował na amerykańskich ekranach. W Polsce pojawi się najprawdopodobniej na początku przyszłego roku. Dystrybutorem będzie Forum Film Poland
Wenecka publiczność bardzo ciepło przyjęła „Hollywoodland”, a krytycy nie kryli uznania dla kreacji Bena Afflecka. Anthony Lane z „New Yorkera” zwrócił uwagę na hołd, jaki aktor złożył swojej postaci – hołd, którego za życia Reeves nie miał szansy odebrać. Twórcy przyznają, że do roli ikony popkultury lat pięćdziesiątych musieli znaleźć wykonawcę, który umiałby oddać wszystkie, niekiedy sprzeczne ze sobą, cechy charakteru Reevesa. Ben Affleck okazał się idealny. Affleck żywi wielki szacunek dla George’a Reevesa – mówił reżyser Allen Coulter. – Maksymalnie włączył się w dokumentację tematu i bardzo zaangażował się w rolę. Affleck wspominał: Reeves nie mógł być do końca sobą. Odkryłem, że kiedyś brał udział w wypadku samochodowym i zemdlał. Gazety napisały wtedy: „Superman mdleje na widok własnej krwi”. Ludzie byli wobec niego niezwykle obłudni, sadzę, że zasłużył na coś więcej. Ten kontrast mnie zaintrygował. Był bardzo sfrustrowany i smutny, ale wobec ludzi musiał być wiecznie wesoły – opowiadał dalej aktor. – Wziął tę robotę, żeby zarobić na życie i pracować. Był jednym z pierwszych aktorów, którzy odczuli na własnej skórze prawdziwą frustrację zaszufladkowania. Każdy, kto obejrzał program, czuł coś na kształt familiarnego porozumienia z bohaterem. Reeves musiał się czuć z tym niekomfortowo i niepewnie. Ludzie wymagali od niego, żeby faktycznie był Supermanem. Dla mnie „Hollywoodland” to film o tym, jak czcimy, a potem pożeramy ikony naszej kultury – podsumował.
Pełnometrażowy debiut Allena Coultera „Hollywoodland” to perełka obsadowa. Oprócz Afflecka, na ekranie zobaczymy dwoje zdobywców Oscarów: Diane Lane i Adriena Brody oraz Boba Hoskinsa, który, jak twierdzą krytycy, pokazuje tu swoją szczytową formę. Tematem filmu jest mroczna zagadka śmierci idola milionów, odtwórcy roli Supermana w niskobudżetowym serialu z lat pięćdziesiątych. Detektyw Louis Simo (Brody) na zlecenie matki ofiary brnie przez tajemnice i krętactwa Hollywood. W trakcie śledztwa odkrywa, że fabryka snów nie jest tak kolorowa i beztroska, jak wydaje się na ekranie…

Informacja własna.

06.09.06

 

 

 

Na Suwalszczyźnie kończy się właśnie pierwsza faza zdjęć do filmu "Ryś", według scenariusza i w reżyserii Stanisława Tyma. To od wielu lat oczekiwana kontynuacja losów prezesa Ryszarda Ochódzkiego - sławnego Misia z filmu Stanisława Barei. Produkcja jest utrzymywana w ścisłej tajemnicy, na plan wstęp mieli tylko nieliczni. Nawet aktorzy nie poznali całego scenariusza, otrzymali jedynie fragmenty, w których występują kreowane przez nich postaci.

Skąd ta tajemnica? Wcielający się w jedną z ról Marian Glinka mówi: Staszek nawet w najmniejszych rólkach obsadził wybitnych, zawodowych aktorów. To świetny, gwarantujący sukces, pomysł. Myślę, że stąd ta tajemnica, po co ujawniać wszystko od razu? - przekonuje aktor. 

Prasa zgodnie obwołuje film mianem najbardziej oczekiwanej polskiej produkcji ostatnich lat, w mediach pojawia się również wiele spekulacji dotyczących tego, co się dzieje na planie. Już pierwszego dnia zdjęciowego zauważono kilka niespodzianek obsadowych. Wśród aktorów jest Krzysztof Globisz (w sutannie), Joanna Szczepkowska oraz niezawodny Janusz Rewiński. Media podały też jedną nieścisłą informację. Po planie miał się rzekomo kręcić sobowtór Stanisława Tyma. Ta postać to jednak nie sobowtór, lecz rodzony brat reżysera. Antoni Tym pokaże się w filmie w pełnej charakteryzacji. Co to będzie za rola? Tego twórcy jeszcze nie chcą zdradzić, Stanisław Tym mówi jedynie: Do tej roli potrzebowaliśmy osoby względnie do mnie podobnej, stad ten wybór. Nic więcej nie wiadomo. Antoni Tym ma już za sobą pewne doświadczenia filmowe, w "Misiu" był przechodniem z psem w finałowej scenie filmu. 

"Ryś" to powrót do postaci Ryszarda Ochódzkiego. Prezes Klubu Sportowego Tęcza sprawnie radzi sobie z przemianami ustrojowymi w kraju. Widocznie dla ludzi takich jak on miejsce znajdzie się w każdej rzeczywistości. Scenariusz, jak twierdzą ci, którzy go czytali, jest śmieszny, mądry i naprawdę zaskakujący. W filmie pojawi się
kilka dobrze znanych widzom postaci, jak choćby Wacław Jarząbek (Jerzy Turek), Maria Wafel (Zofia Merle) czy Zygmunt Molibden (Krzysztof Kowalewski), ale też szereg zupełnie nowych. 

Produkcja "Rysia" przeniesie się teraz do Warszawy. Premiera filmu planowana jest w lutym 2007 roku.

Informacja własna.

05.09.06

 

 

 

Podczas tegorocznego 63. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji zostanie zaprezentowany najnowszy film z Adrienem Brody w jednej z głównych ról p.t. "Hollywoodland". Film startuje w głównym konkursie festiwalu, który rusza już 30 sierpnia a potrwa do 9 września.

Jak donosi wpływowy magazyn branżowy "Screen International" jest to jeden z pierwszych, najbardziej prestiżowych, filmów ruszającego właśnie sezonu festiwalowego i pierwszych przedoscarowych spekulacji. Recenzent Mike Goodridge pisze: Czarny thriller rozgrywający się w Los Angeles lat pięćdziesiątych  łączy fakty z fikcją i spekulacjami. "Hollywoodland" jest nasycony detalami, postaciami i atmosferą (.). Ten świetnie skonstruowany, dobrze obsadzony film, który jest pełnometrażowym debiutem weterana telewizji - Allena Coultera, zapewne ściągnie na siebie wzmożoną uwagę mediów. W konkursie startuje 21 tytułów, a na szczególną uwagę zasługuje fakt, że wszystkie konkursowe filmy będą miały tam swoją światową premierę. 

"Hollywoodland" próbuje odsłonić kulisy jednej z najbardziej zagadkowych śmierci w historii fabryki snów. George Reeves (Ben Affleck) jest jedną z największych gwiazd Hollywood. Niebywałą popularność przyniosła mu tytułowa rola w serialu telewizyjnym "Przygody Supermana". Jest 16 czerwca 1959 roku, idol milionów umiera właśnie w swoim domu na wzgórzach Hollywood. Trafiony w głowę jedną kulą gwiazdor pozostawia po sobie narzeczoną - aspirującą do miana gwiazdy - Leonore Lemmon (Robin Tunney) oraz miliony, zszokowanych jego śmiercią, fanów. Policja orzeka, że popełnił samobójstwo i zamyka sprawę. Jednak nieutulona w żalu matka - Helen Bessolo (Lois Smith), nie chce pozwolić by zagadkowe okoliczności tej tragedii pozostały niewyjaśnione. Helen zaczyna szukać sprawiedliwości na własną rękę. Wynajmuje prywatnego detektywa - Louisa Simo (Adrien Brody). Simo w trakcie dochodzenia odnajduje ślad, który może być kluczem do zagadki. Reeves miał bowiem romans z Toni Mannix (Diane Lane), żoną jednego z szefów studia MGM - Eddiego Mannixa (Bob Hoskins). Jednak w Hollywood prawda i sprawiedliwość to rzadkość. Simo prowadzi niebezpieczne i zaskakujące śledztwo, które zaczyna mieć ogromny wpływ na jego życie prywatne. Detektyw dowiaduje się także sporo o samym Reevesie. Jak się okazuje, za maską gwiazdy krył się skomplikowany wewnętrznie człowiek, który poświęcił swoje życie Hollywood na bardzo wielu poziomach.

Informacja własna.

09.08.06

 

 

 

Choć "Stay Alive" - wirtualny horror, który wejdzie na ekrany polskich kin już w piątek - 11 sierpnia, to, jak reguły gatunku każą, efekt wyobraźni scenarzystów, ku ich zaskoczeniu stał się swego rodzaju zapisem dokumentalnym.
Ekipa scenografów zdecydowała bowiem, że najlepszym miejscem do realizacji zdjęć będzie Nowy Orlean. Od początku naszym celem było znalezienie miejsc naturalnych, - opowiada Bruton Jones, główny scenograf filmu - które swoją architekturą pasowałyby do stylu, jaki wykorzystywany jest w grafice gier komputerowych. Nie bylibyśmy w stanie zbudować sztucznie wykreowanej scenografii. Wiedziałem, że w Nowym Orleanie znajdziemy odpowiednie miejsca. Zdjęcia powstały więc w Nowym Orleanie i jego okolicach. Kluczowe sekwencje filmu rozgrywają się na Cmentarzu Lafayette 1, który zawiera mnóstwo zniszczonych i zabytkowych nagrobków - to właśnie tam toczą się najbardziej przerażające sceny filmu. By odtworzyć Geourge Plantaion, Jones wykorzystał budynek powstały w 1867 roku. Dla ekipy było to szczególnie trudne zadanie: chodziło o to, żeby w scenach krwawej rozgrywki nie zniszczyć żadnej z zabytkowych rzeczy, jakie znajdowały się w wyposażeniu budynku.

Nikt z twórców ani właścicieli domu nie przypuszczał nawet, jak szybko zdjęcia do horroru nabiorą historycznej wartości. Kilkanaście dni po zakończeniu zdjęć Nowy Orlean został zmieciony z powierzchni ziemi przez najsilniejszy z huraganów - Katrinę. Jesteśmy dumni, że w naszym filmie udało się zachować ducha tego niezwykłego miasta. Katrina dosłownie zmiażdżyła wiele zabytkowych budynków, m.in. naszą Geourge Plantaion. Dlatego "Stay Alive" dość nieoczekiwanie stało się również pamiątką takiego Nowego Orleanu, jakiego już nigdy nie zobaczymy - wspominają twórcy.

"Stay Alive" opowiada o piątce młodych graczy komputerowych, którzy decydują się na nielegalne wypróbowanie superrealistycznej gry o tym właśnie tytule. "Stay Alive" nabiera zupełnie nowego znaczenia, gdy okazuje się, że gra funkcjonuje nie tylko w rzeczywistości wirtualnej. Grający w nią młodzi ludzie w zagadkowy sposób zaczynają ginąć. Nic nie pozwala przerwać zabójczej krucjaty gry. Bohaterowie muszą czym prędzej odkryć tajemnicę by koniec gry nie był również ich końcem.
Zapraszamy do kin od 11 sierpnia.

Informacja własna.

07.08.06

 

 

 

Już w piątek - 11 sierpnia na ekranach polskich kin zagości pierwszy w historii gatunku horror wirtualny "Stay Alive". To historia pięciorga młodych fascynatów gier komputerowych, którym udaje się zdobyć wersję testową "Stay Alive" - gry najnowszej generacji. Żadne z nich jednak nie spodziewa się, że kryje ona w sobie śmiertelne zagrożenie. 

Choć fabuła filmu jest na wskroś współczesna, widzowie odnajdą w niej nawiązanie do prawdziwej, przerażającej historii węgierskiej arystokratki z przełomu XVI i XVII wieku, bliskiej krewnej króla Stefana Batorego - Elżbiety Batory, którą scenarzyści zrobili główną bohaterką gry.

Batory zasłynęła jako pierwsza w historii seryjna morderczyni. Od początku byliśmy przekonani, - wyjaśnia scenarzysta Matthew Peterman - że najstraszniejsze historie to te, które są oparte na prawdziwych osobach i wydarzeniach. Zaczęliśmy więc poszukiwać w książkach historycznych prawdziwie czarnego charakteru. I wydaje nam się, że znaleźliśmy najbardziej paskudną osobę, jaką się tylko dało. Historia Elżbiety Batory wciąż przeraża tych, którzy o niej słyszą.

Mam wrażenie, - mówi reżyser i scenarzysta William Brent Bell - że w postaci Elżbiety znaleźliśmy znacznie bardziej interesującego bohatera horroru, niż klasycznego faceta w masce, mordującego nastolatków. Warto też pamiętać, że Elżbieta nie jest tylko postacią z gry. To prawdziwa osoba, a jej przerażająca legenda przetrwała wieki. Elżbieta Batory pochodziła z bogatej arystokratycznej rodziny. Była obdarzona niezwykłą urodą. Kiedy miała 15 lat, z politycznych względów zmuszono ją do ślubu. Jej mąż, znany jako Czarny Bohater Węgier, toczył nieustanne wojny. Osamotniona Elżbieta zaczęła szukać okazji do zabawy. Dość szybko wciągnęły ją "sztuki diabelskie". Jednak najgorsze rozpoczęło się dopiero po nagłej śmierci jej męża. Elżbieta, pragnąc zachować wieczną młodość, odkryła, że świeża krew może być właściwym "specyfikiem". Od tego momentu Elżbieta porywała, torturowała i w okrutny sposób zabijała młode dziewice, by kąpać się w ich krwi. Wkrótce plotki o krwawej działalności Elżbiety zaczęły się rozprzestrzeniać. Węgierski cesarz, Mathias II,
polecił wszcząć śledztwo. W zamku znaleziono kilkadziesiąt szczątków ludzkich. Odbył się proces. Elżbieta zarzucono zamordowanie 650 dziewcząt. Przez owe wydarzenia zyskała przydomek "Krwawej Hrabiny". Jednak wykorzystując swoje szlacheckie pochodzenie, nigdy nie została skazana. Resztę życia spędziła samotnie zamknięta w murach własnego zamku, gdzie zapadła na chorobę psychiczną. Producenci na potrzeby filmu stworzyli ciąg dalszy. Duch Elżbiety wydostaje się z ruin zamku, przebywa morza i oceany by trafić do innego miasta, osławionego siedliska wampirów - Nowego Orleanu i tu właśnie zaczyna się gra.

"Stay Alive" na ekranach kin od 11 sierpnia.

Informacja własna.

04.08.06

 

 

 

Co się stanie, jeśli u nałogowych graczy zatrze się różnica między światem rzeczywistym i wirtualnym? Takie pytanie postawili sobie William Brent Bell i Mathew Peterman, próbując stworzyć rodzaj horroru, jakiego kino jeszcze nie widziało. Ich celem stało się połączenie chwytów z klasycznych horrorów z napięciem wytwarzanym w najlepszych grach komputerowych. W ten sposób powstał horror na miarę XXI wieku - "Stay Alive", który wejdzie na ekrany kin 11 sierpnia.

Już w chwili rozpoczęcia prac nad scenariuszem Bell i Peterman wiedzieli, że bohaterami filmu powinni być młodzi ludzie: Chodziło nam o stworzenie grupy młodych, współczesnych bohaterów, z którymi każdy przeciętny widz mógłby się utożsamić. Zdawaliśmy sobie sprawę, że takie utożsamienie pozwoli widzowi naprawdę przeżyć ekranowe wydarzenia. 
Przygotowując się do pisania - dodaje Bell - chcieliśmy jak najbardziej utożsamić się z tym światem. Nie tylko graliśmy, spędzaliśmy też całe dnie w kafejkach internetowych, obserwując, jak młodzi ludzie grają, jak się ubierają, jak się do siebie odzywają. Naszym celem było tak maksymalne odzwierciedlenie tego świata na
ekranie, jak się tylko dało. 

Scenarzyści zapewnili sobie również współpracę CliffaB - jednego z czołowych projektantów gier na świecie. Jeśli tylko mieliśmy jakiś problem z opisaniem rzeczywistości wymyślonej przez nas gry, CliffB natychmiast służył pomocą. W ten sposób stworzyliśmy świat, w którym zatarła się granica między prawdziwym i wirtualnym światem. To było zabawne doświadczenie, choć również w pewien sposób przerażające, nawet nas samych - mówił Paterman.

Gry komputerowe biją rekordy popularności. Dla zapalonych graczy im bardziej wciągająca i realna jest gra, tym lepiej. Na rynku ma się właśnie pojawić coś nowego - "Stay Alive". Będzie to superrealistyczna gra oparta na prawdziwej historii siedemnastowiecznej seryjnej morderczyni dziewic - Elżbiety Batory, znanej jako "Krwawa Hrabina". Grupa młodych pasjonatów z Nowego Orleanu zdobywa jej wersję testową. Jest tylko jeden problem: młodzi gracze giną w identyczny sposób, jak ich postaci w grze. Hutch, Abigail, Swink, October i Phineus zagrają o najwyższą stawkę: o własne życie. Kto jest zabójcą? Jeden z graczy? Tajemniczy nieznajomy? Sama gra? Narasta strach i paranoja. Gracze będą musieli rozwiązać zagadkę, która przerasta ich samych. Inaczej stwierdzenie "Game Over" nabierze zupełnie nowego znaczenia. 

"Stay Alive" na ekranach kin od 11 sierpnia.

Informacja własna.

31.07.06

 

 

 

Pomimo szalejących upałów "Piraci z Karaibów. Skrzynia umarlaka" nie dają za wygraną. Po dziesięciu dniach obecności na polskich ekranach film obejrzało już ponad 520 tysięcy widzów. To jedyny film, któremu skutecznie udaje się walczyć z letnią aurą. Świadczy to zapewne o tym, że pirackie historie nadal mogą porywać tłumy. 

Ale czy widzowie wiedzą kim w rzeczywistości byli piraci? Peter Twist, specjalizujący się w historii XVIII wieku był konsultantem technicznym i historycznym filmu. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że pracuje nad fikcyjnym widowiskiem, uważał jednak, że nie zaszkodzi wprowadzić do pirackiego cyklu trochę prawdy o wilkach morskich. Prawdą jest, że piraci byli okrutni i zupełnie lekceważyli prawo. Lecz ten swoisty honorowy kodeks piracki według Twista rzeczywiście obowiązywał. Przed wyruszeniem w każdy rejs często były zawierane nawet dość szczegółowe kontrakty dotyczące nie tylko podziału łupów, ale i zachowania podczas walki oraz kar za ewentualne tchórzostwo. Kapitanowie, w przeciwieństwie do regularnej marynarki, byli najczęściej wybierani przez załogę i zdarzało się, że wymieniani podczas trwania rejsu. Na każdym statku obowiązywał swoisty regulamin, czasem zaskakująco surowy. Picie alkoholu, hazard a nawet przeklinanie bywały zakazane. A za łamanie zakazów groziły surowe kary. Natomiast, zdaniem Twista, opowieści o ukrytych skarbach to w większości fikcja. Rzeczywiście, wiele wskazuje na to, że słynny kapitan Kidd ukrył wielki skarb, lecz codzienność piratów była bardziej prozaiczna. Rzadko udawało im się zdobyć naprawdę cenny ładunek kosztowności. A to, co zrabowali sprzedawali czasem z niezbyt dużym zyskiem.
Natomiast swoje zarobki przepuszczali z reguły w portach na kobiety, alkohol i hazard. W filmach o piratach z Karaibów nie ma drewnianych nóg ani rąk - haków. Piraci, którzy zostali poważnie ranni, przeważnie umierali na skutek infekcji. Amputacji dokonywano rzadko, ponieważ na okrętach z reguły nie było lekarzy. Jeśli już ktoś stracił kończynę a udało mu się przeżyć, najczęściej zostawał kucharzem, ponieważ od niego nie wymagano udziału w walce. Piraci niezbyt dbali o higienę, toalet na okrętach nie było, albo były bardzo prymitywne. O myciu się w słodkiej wodzie, której przeważnie brakowało nie było nawet co marzyć. Myto się w morskiej wodzie i raczej nie przesadnie starannie. Rum pito w dużych ilościach, chociaż spożywano także zaskakująco wielkie ilości herbaty i kawy. Rum miał przeciwdziałać monotonni rejsów i zagrzewać do boju. Jednak największym przekłamaniem hollywoodzkich filmów o piratach było to, że zwykle wprost rwali się oni do walki. Tymczasem przeważnie starali jej się unikać jak mogli. Typową sytuacją było to, że oddawali ostrzegawczy strzał, licząc, że przeciwnik się podda bez walki. Tak jak Jack Sparrow szukali raczej pewnej okazji do zdobycia łupu, sytuacji, w której mieli zdecydowaną przewagę, w innych przypadkach nie chcieli ryzykować życia i statku.

"Piraci z Karaibów. Skrzynia umarlaka" na ekranach kin w całej Polsce.

Informacja własna.

18.07.06

 

 

 

"Piraci z Karaibów. Skrzynia umarlaka" na ekranach polskich kin pojawią się już o północy z 20 na 21 lipca. Zapowiada się największy hit tego lata!
Oprócz ulubionych bohaterów widzów - Jacka Sparrowa (Johnny Depp), Elizabeth Swann (Keira Knightley) i Willa Turnera (Orlando Bloom), w filmie wystąpią zupełnie nowe, upiorne postaci. Jedną z nich jest przywódca przerażającej załogi Latającego Holendra - Davy Jones. W tę rolę wcielił się doskonały brytyjski aktor charakterystyczny, wszechstronny Bill Nighy. Aktor jest specjalistą od ekscentrycznych postaci. Któż nie pamięta go z roli rockmana z komedii "To właśnie miłość". Tym razem musiał poświęcić się wielogodzinnej charakteryzacji, nie był tym jednak przerażony. Mając nawet ograniczone możliwości mimicznej ekspresji doskonale operuje głosem: Niektórzy twierdzą, że charakteryzacja zabija wyobraźnię - mówił Nighy. - Tak się pewnie czasami zdarza. Moim zdaniem jednak bardzo często ją rozwija. Kiedy masz do czynienia z mocnymi ograniczeniami środków wyrazu myślisz jak je pokonać i to właśnie starałem się zrobić. 

Twarz Davy'ego Jonesa pokrywają macki ośmiornicy, wygląda to naprawdę przerażająco. Aktor wspominał: Pomysł bym moim zdaniem genialny, te macki żyją, ruszają się, nieustannie coś robią. Są ekstremalnie przerażające, a to jest właśnie zadanie Davy'ego Jonesa - wprawiać ludzi w przerażenie. O swojej straszliwej szajce Nighy mówił: Wyglądają podobnie do Davy'ego, wiele lat spędzili na morzu i są bardzo, bardzo dziwaczni. Ekipa Barbossy z "Klątwy Czarnej Perły" była przedziwna, ale tu wykonaliśmy wielki krok naprzód w kategoriach dziwaczności.

Wspomniany Davy Jones jest nowym przeciwnikiem ulubieńca publiczności - kapitana Jacka Sparrowa. Ekscentryczny pirat musi spłacić upiorowi, zaciągnięty wiele lat temu dług. Naturalnie, Sparrow próbuje się swoim zwyczajem wykręcić. Wciąga w akcję znanych już widzom - Elizabeth i Willa. Czy i tym razem "Piraci z Karaibów" wyjdą z opresji cało? Odpowiedź w kinach już w tym tygodniu.

Informacja własna.

12.07.06

 

 

 

Oczekiwanie na ciąg dalszy przygód kapitana Jacka Sparrowa i "Piratów z Karaibów" wkracza w ostatnią fazę. Choć oficjalna premiera filmu została wyznaczona na piątek 21 lipca, "Piraci" przypłyną do polskich kin już o północy z czwartku (20.07) na piątek (21.07). Wtedy to w wielu kinach odbędą się specjalne, przedpremierowe pokazy "Skrzyni umarlaka", często z dodatkowymi atrakcjami.
Zapowiada się największy hit tego lata. Jack Sparrow jest bezkonkurencyjny - ankiety internetowych serwisów filmowych jednoznacznie obwołują film najbardziej oczekiwaną premierą sezonu. Warto wspomnieć też o tym że, jak donosi "Variety" w swoim tygodniowym kinowym raporcie, "Piraci z Karaibów" pobili już wyjątkowo trudnych przeciwników. Wielkie hity tego roku: "Superman: Powrót" i "Kod da Vinci" zostały w tyle. W Wielkiej Brytanii, gdzie film miał już premierę, zdążył zarobić 25 milionów dolarów i przyjąć miano najlepszego otwarcia w 2006 roku, wygrywając tym samym z  finałem Mistrzostw Świata w piłce nożnej! Widać prosty łotrzyk Jack Sparrow może pokonać wszystko - superbohatera, tajemnice Leonarda i futbolomanię.
"Piraci z Karaibów" znów wyruszają na szerokie wody. Tym razem kapitan Jack Sparrow (Johnny Depp) musi stawić czoło upiornemu Davy'emu Jonesowi (Bill Nighy) i jego szajce. Czekają go również problemy natury mniej tajemniczej w postaci zaprzysiężonego prześladowcy piratów z ramienia rządu brytyjskiego, lorda Cuttlera Becketta, ludożerców oraz niebezpiecznych mórz. Pomocą będą mu ponownie służyć młodzi zakochani: Elizabeth Swann (Keira Knightley) i Will Turner (Orlando Bloom), a także wierna załoga Czarnej Perły.

Film w kinach już w nocy, z 20 na 21 lipca.

Informacja własna.

10.07.06

 

 

 

"Piraci z Karaibów. Skrzynia Umarlaka" pobili rekord wszechczasów otwarcia w USA. Już w piątek przynieśli twórcom 55,5 miliona dolarów wpływów z kin, co zdetronizowało trzecią część "Gwiezdnych wojen - Zemstę Sithów". Po trzech dniach w amerykańskich kinach dzieło producenta Jerry'ego Bruckheimera odnotowało rekord wszechczasów - 132 miliony dolarów! "Piraci" pobili tym samym "Spider-mana" z jego 114,8 milionami w 2002 roku. 

Wynik równie zasłużony, co oczekiwany. W odróżnieniu od pierwszej części filmu - "Klątwy Czarnej Perły", która swoim spektakularnym sukcesem zaskoczyła niemal wszystkich - od producentów po krytykę. Film bowiem zarobił w sumie ponad 1,2 miliarda dolarów! Tym razem plany były od początku wielkie. Jerry Bruckheimer - producent odnoszący w Hollywood niebywałe sukcesy - przekonywał, że druga część miała tylko rozwinąć to, co było w pierwszym filmie najlepsze. Dlatego osobiście zabiegał by nie zmieniać ekipy. Bardzo przy tym wychwalał reżysera Gore'a Verbinskiego: Ma wielkie poczucie humoru, co było niezbędne. W dodatku jest reżyserem, który dobrze pamięta, że równie ważna jak piękne obrazy jest akcja oraz sprawne i emocjonujące jej opowiedzenie. A to, szczerze mówiąc, wcale nie jest cechą wszystkich reżyserów - tłumaczył słynny producent.

Druga część była kręcona jednocześnie z trzecią. Prawdopodobnie dokładnie za rok odbędzie się jej premiera. Film, jak wieść niesie, ma być zwieńczony wielką bitwą morską z udziałem niemal wszystkich dotychczasowych protagonistów pirackiego cyklu. 

W "Skrzyni Umarlaka" kapitan Jack Sparrow spłaca dług, zaciągnięty w dawnych czasach u upiornego Davy'ego Jonesa, porywacza ludzkich dusz. Musi odnaleźć tajemniczą Skrzynię Umarlaka, wyrusza więc ze swoją wierną załogą na poszukiwania. Pomocą służą mu też młodzi zakochani: Elizabeth Swann i Will Turner. Czasu nie ma zbyt wiele, bo siejący popłoch Jones do cierpliwych nie należy. Jackowi zagraża także lord Cuttler, zaprzysięgły wróg wszystkich piratów.

"Piraci z Karaibów. Skrzynia Umarlaka" w polskich kinach już od 21 lipca.

Informacja własna.

23.06.06

 

 

 

Już dziś (piątek, 23 czerwca) do kin w całej Polsce wjadą "Auta", prawdziwy Rolls-Royce animacji.

Autorzy polskiej wersji językowej przygotowali dla widzów sporo niespodzianek. Na całym świecie w dubbingu wzięła udział bezprecedensowa liczba kierowców rajdowych, komentatorów i dziennikarzy - od Michaela Schumachera po Jay'a Leno. W Polsce usłyszymy m.in. Włodzimierza i Macieja Zientarskich. Nie mogło oczywiście zabraknąć Martyny Wojciechowskiej. Choć ostatnio dziennikarka słynie głównie ze swoich odważnych wyczynów podróżniczych, nie można zapominać o jej pasji motoryzacyjnej. Od wielu lat tworzy i prowadzi wraz z Maciejem Wisławskim telewizyjny magazyn "Automaniak". To ona przełamała stereotyp mężczyzny-dziennikarza motoryzacyjnego. W "Autach" wciela się w przebojową reporterkę Turbicką, która pojawia się zawsze w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Wojciechowska wspomina: Bardzo się ucieszyłam z tej propozycji. Mogłam w końcu swoją pasję motoryzacyjną wykorzystać w inny sposób. Jednak praca okazała się bardzo trudna, tym bardziej, że musiałam dopasować swój głos do ruchów ust, a raczej maski. Po tym doświadczeniu naprawdę doceniłam aktorów grających w dubbingu. Bohaterowie "Aut" są jak ludzie - pełni uczuć i marzeń, dziennikarka twierdzi, że tak jest nie tylko w filmie: Bardzo często rozmawiam ze swoim samochodem. Pamiętam, że pewnego razu podczas rajdu Dakar zdenerwowałam się na moje auto i nazwalam je gratem. Kolega natychmiast przestrzegł mnie, żebym uważała, bo jeszcze usłyszy i niegdzie nas nie dowiezie. Od tego czasu jestem ostrożna. 

"Auta" to kolejna animacja słynnego studia Pixar ("Gdzie jest Nemo", "Iniemamocni"). Tym razem widzowie trafiają do świata zamieszkałego przez samochody. Ale nie takie zwykłe - każdy z nich ma swoją osobowość i marzenia. I tak główny bohater - Zygzak McQueen (Piotr Adamczyk) jest pochłonięty wielkim wyścigiem o Złoty Tłok. Musi jednak dotrzeć na tor do Kalifornii. Musi, bo nie wyobraża sobie, żeby nie zwyciężyć! Niestety po drodze nie wszystko idzie według planu. Zygzak omyłkowo trafia do Chłodnicy Górskiej - miasteczka przy sławnej szosie 66. Okazuje się, że przez własny brak rozsądku będzie musiał spędzić tam jakiś czas. Z pozoru nieatrakcyjni dla młodego gwiazdora mieszkańcy dają się poznać, polubić i pomagają Zygzakowi zmienić nieco poglądy na życie.
W wersji polskiej "Aut" wystąpili także m.in.: Dorota Segda, Witold Pyrkosz, Daniel Olbrychski, Krzysztof Kowalewski i Artur Barciś.

Informacja własna.

21.06.06

 

 

 

W poniedziałek (19 czerwca) w Warszawie miała miejsce polska premiera najnowszej produkcji wytwórni Disney-Pixar - "Auta".

Duże zainteresowanie wzbudził motoryzacyjny klan Zientarskich. Panowie Włodzimierz i Maciej, znani ze swej samochodowej pasji, nie prowadzili uroczystości przypadkowo. W filmie wcielili się bowiem w role komentatorów wyścigu o Złoty Tłok. Zientarski senior podkreślał: Często zapominamy o tym, że nasze auta naprawdę do nas mówią! Ten film nam uświadamia także i to. Zdarza się, że samochodom nie smakuje paliwo, że pomrukują do nas zadowolone albo warczą złe. Nasze auta naprawdę mają dusze, dokładnie tak, jak bohaterowie najnowszej animacji Pixara.

Na imprezie pojawił się także Witold Pyrkosz użyczający głosu Złomkowi - pordzewiałej ciężarówce o złotym sercu. Ta postać to majstersztyk. Amerykańscy specjaliści Disneya uznali nawet, że rola Pyrkosza jest jedną z najlepszych wśród wszystkich wersji językowych "Aut". Aktor skwitował tę informację: Pewnie wszystkim tak mówią. Widzowie jednak potwierdzają opinię profesjonalistów.

"Autom" głosów użyczyła cała plejada znakomitych polskich aktorów. Obok Witolda Pyrkosza i panów Zientarskich usłyszymy Dorotę Segdę, Piotra Adamczyka, Daniela Olbrychskiego, Artura Barcisia, Stanisławę Celińską, Krzysztofa Kowalewskiego, Piotra Gąsowskiego, Roberta Rozmusa i wielu innych.

Bohaterem filmu jest wyścigówka - Zygzak McQueen (Piotr Adamczyk), za wszelką cenę goniący za nagrodami i splendorem. Jego największym marzeniem jest zwycięstwo w sławnym wyścigu o Złoty Tłok. Zrządzeniem losu trafia jednak nie na tor wyścigu, ale do zapadłej dziury o dźwięcznej nazwie Chłodnica Górska. Początkowo wrogo nastawiony do jej mieszkańców, w końcu docenia uroki słodkiej prowincji, poznaje prawdziwych przyjaciół oraz tę najważniejszą osobę, Sally (Dorota Segda) - piękne, lazurowe Porsche rocznik 2002. 

Film w kinach już od najbliższego piątku (23 czerwca).

Informacja własna.

14.06.06

 

 

 

Ceniony aktor Piotr Adamczyk ("Karol - człowiek, który został papieżem") miał niebywałą okazję wrócić do świata dzieciństwa. Aktor wystąpił bowiem w polskiej wersji językowej najnowszej animacji studia Pixar i Walt Disney Production - "Auta", w której wcielił się w rolę Zygzaka McQueena. Jego bohater to młody i bardzo ambitny wóz wyścigowy. Film szykuje się na wielki hit. W USA zadebiutował na pierwszym miejscu box-office'u, zarobiwszy przez pierwszy weekend niemal 63 miliony dolarów.

Adamczyk był zachwycony pomysłem na fabułę: Myślę, że twórcy filmu "Auta" obserwowali dzieci bawiące się samochodzikami, dlatego te wszystkie emocje udało im się tak znakomicie przenieść do filmu. Podpatrywali pewnie, jakie dźwięki wówczas wydają chłopcy, w jaki sposób rozmawiają, jak się zachowują. Sam, kiedy byłem mały, uwielbiałem zabawy samochodzikami. Oczywiście auta w filmie zostały uczłowieczone, ale zachowały szereg cech charakterystycznych dla maszyn - warczą i hamują z piskiem opon

Podpatrywać i wspominać dzieciństwo musieli nie tylko twórcy z Pixara. Autor polskich dialogów, Jan Wecsile, opowiadał, jakiego doznał olśnienia, główkując nad oddaniem odgłosu wydawanego przez samochody: Wtedy przypomniało mi się nasze "ęęę, ęęę!!!" z czasów, gdy ganialiśmy się na rowerach udając, że to wyścigówki. Każdy to "ęęę, ęęę" zapewne pamięta.
Oprócz Adamczyka w polskim dubbingu występują inne gwiazdy, m.in. Dorota Segda, Daniel Olbrychski, Witold Pyrkosz, Piotr Gąsowski i Robert Rozmus.

Mój bohater, Zygzak McQueen - streszcza fabułę Piotr Adamczyk - jest wyścigówką, przygotowaną do wygrywania wszelkich zawodów. Na szczęście dla samego siebie, przybywa do Chłodnicy Górskiej, małego pustynnego miasteczka położonego przy legendarnej szosie 66. Tu pozna prawdziwych przyjaciół, dowie się, że są w życiu ważniejsze rzeczy, niż tylko praca i pogoń za sukcesem (to prawie tak, jak ja!)... no i zakocha się. 
Brzmi zachęcająco.


"Auta" w kinach od 23 czerwca.

Informacja własna.

07.06.06

 

 

 

Wczoraj (wtorek, 6 czerwca) w warszawskim Studio Sun odbyło się spotkanie z autorami polskiej wersji językowej nowej produkcji Pixara ("Gdzie jest Nemo", "Iniemamocni") p.t. "Auta".

Wśród gości zasiadła trójka aktorów obdarzających auta swoimi głosami: Dorota Segda ("Tato") - Sally, Piotr Adamczyk ("Karol – człowiek, który został papieżem") – Zygzak McQueen, Daniel Olbrychski ("Ogniem i mieczem") – Wójt Hudson oraz Witold Pyrkosz ("Vabank") - Złomek. Nie zabrakło oczywiście reżysera polskiego dubbingu – Waldemara Modestowicza ("Iniemamocni") i twórcy dialogów – Jana Wecsile ("Dżungla").

Ponieważ "Auta" opowiadają o świecie samochodów, aktorzy postanowili ujawnić swoje związki z motoryzacją. Zaczęła Dorota Segda: Moja bohaterka - Sally to Porsche rocznik 2002, świetny samochód i bardzo sympatyczna, inteligentna postać. Natomiast moje prywatne przygody motoryzacyjne odrobinę odbiegają od tego, co prezentuje na drodze Sally. Właśnie wczoraj miałam stłuczkę… Dziś w taksówce pierwsza rzecz, jaką zrobiłam to zapięcie pasów… - zdradziła aktorka.
Z kolei Daniel Olbrychski potwierdził, że do swojej roli pasuje jak ulał. Jego bohater - Wójt Hudson, to bardzo doświadczony wóz rajdowy, który ma w zanadrzu wiele niespodzianek. Aktor opowiadał: W roli zainteresowały mnie przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze, w oryginale Hudson mówił głosem Paula Newmana, co samo w sobie jest wielkim wyzwaniem. Druga sprawa, to moja wielka namiętność do aut. Wiele lat temu zrobiłem nawet licencję rajdową – wspominał aktor. - Teraz mój serdeczny przyjaciel Krzysztof Hołowczyc namawia mnie na powrót do tej pasji. Wszystko wskazuje na to, że po roli w "Autach" podejmę wyzwanie i wkrótce wystartuję w rajdzie samochodowym! 

Uczestnicy spotkania zgodnie stwierdzili: "Auta" będą kolejnym wielkim sukcesem studia Pixar. To nie jest film wyłącznie dla miłośników samochodów, dla małych i dużych chłopców. Nasi bohaterowie pod maskami mają wielkie serca i muszą podejmować prawdziwie ludzkie, trudne decyzje – mówili twórcy.
Głównym bohaterem "Aut" jest Zygzak McQueen – młody i ambitny samochód wyścigowy, który zamierza wystartować w prestiżowym wyścigu o Mistrzostwo Złotego Tłoka. Niespodziewanie zbacza ze słynnej trasy 66 i trafia do małego miasteczka - Chłodnica Górska. Początkowo niechętnie poznaje jego prowincjonalnych mieszkańców, by szybko przekonać się, że tam właśnie dowie się, co to prawdziwe życie, prawdziwa przyjaźń, a może i prawdziwa miłość… "Auta" w polskich kinach od 23 czerwca.

Informacja własna.

01.06.06

 

 

 

Wczoraj (środa, 31 maja) w warszawskiej Kinotece miało miejsce nietypowe wydarzenie. W związku z Dniem Dziecka i uroczystością wręczenia Orderu Uśmiechu Ryszardowi Krauze – prezesowi Prokom Software i Andrzejowi Malinowskiemu – szefowi Konfederacji Pracodawców Polskich, pokazano przedpremierowo najnowszą animację studia Pixar – "Auta".

Nie obyło się bez specjalnych środków ostrożności – w końcu film wejdzie na ekrany kin amerykańskich 9 czerwca. Wszyscy widzowie byli dokładnie kontrolowani, aby uniknąć możliwości powstania pirackiej kopii.

Na widowni zasiadło ponad 230 wychowanków domów dziecka, które gromkimi brawami nagradzały kawalerów Orderu oraz prowadzącego - niezawodnego Wojciecha Manna. Na scenie pojawił się także rajdowiec Krzysztof Hołowczyc, który, nawiązując do "Aut", mówił o bezpieczeństwie na drodze: Pamiętajcie, że to, iż widzicie nadjeżdżający samochód nie znaczy, że kierowca widzi was. Przede wszystkim jednak musicie pamiętać o tym, że choć może wam się wydawać, że pojazd jest daleko, nie zawsze dobrze ocenicie jego prędkość. Uważajcie, po pierwsze uważajcie i zanim przejdziecie przez jezdnię – trzy razy się zastanówcie – przestrzegał znany kierowca.

Bohaterowie "Aut" na szczęście nie powodują takich zagrożeń. Film przenosi nas w świat samochodów. Studio Pixar ("Gdzie jest Nemo", "Iniemamocni"), jak zwykle zafundowało widzom świetną rozrywkę i imponującą animację komputerową.

Zygzak McQueen jest młodym i ambitnym samochodem wyścigowym, który marzy o olśniewających sukcesach i przygotowuje się do startu w wielkim wyścigu o Mistrzostwo Złotego Tłoka w Kalifornii. Zamiast na trasę wyścigu, trafia jednak do pustynnego miasteczka Chłodnica Górska przy szosie 66 i szybko poznaje jego ekscentrycznych mieszkańców. Są wśród nich: Sally – Porsche 2002, Wójt Hudson – stary samochód o tajemniczej przeszłości oraz Złomek, zardzewiała ciężarówka holownicza. W grupie nowych przyjaciół McQueen przekonuje się, że są w życiu ważniejsze rzeczy, niż tylko dążenie do sukcesu za wszelką cenę oraz zdobywanie kolejnych pucharów.

A w polskiej wersji językowej filmu występują same gwiazdy m.in.: Dorota Segda, Piotr Adamczyk, Daniel Olbrychski i Witold Pyrkosz. "Auta" w polskich kinach od 23 czerwca.

Informacja własna.

24.05.06

 

 

 

Jak każdy dobry film o zwierzętach "Dżungla" ze studia Walta Disneya także wymagała oceny ekspertów. Na szczęście się udało! Jednymi z pierwszych widzów tej animacji byli, nie kto inny, lecz państwo Hanna i Antoni Gucwińscy. Uwielbiani przez pokolenia, prowadzący program "Z kamerą wśród zwierząt" oraz wieloletni szefowie wrocławskiego ogrodu zoologicznego, fachowym okiem obejrzeli i ocenili pomysły twórców "Dżungli". Pytany po seansie o ucieczki zwierząt z zoo, we właściwym sobie stylu Antoni Gucwiński opowiedział: Musimy przyznać, że zdarzają się takie przypadki, nie można ich całkowicie wykluczyć, choć wszystkie pomieszczenia, gdzie przebywają zwierzęta są zazwyczaj bardzo dobrze zabezpieczane. Często, taki proceder wymykania się zwierząt z "domu", określamy jako wycieczki. Są zwierzęta, które lubią sobie wyjść, ale potem same wracają... A jeśli nie, muszą być z powrotem do ogrodu doprowadzone. Dysponujemy środkami obezwładniającymi, które pomagają schwytać zwierzę, bez robienia mu krzywdy. Pani Hanna Gucwińska zdradziła natomiast historię z życia wrocławskiego ogrodu wziętą: Mieliśmy przykład jeżozwierza, o którym wszyscy mówili, że lubi wymykać się ze swojego pomieszczenia. Ale my w to nie wierzyliśmy, bo ilekroć do niego zachodziliśmy, zawsze był na swoim miejscu. Kiedyś postanowiliśmy czuwać i... rzeczywiście jeżozwierz udał się na eskapadę, ale nad ranem wrócił. To dlatego zawsze, kiedy do niego zaglądaliśmy był już u siebie. Ten jeżozwierz mógłby z powodzeniem być bohaterem "Dżungli". Ciekawe tylko, co w czasie tych nocnych wędrówek porabiał? 

"Dżungla" opowiada o wielkiej ucieczce z nowojorskiego ZOO grupy nie byle jakich zwierzaków. Zwariowana paczka to żyrafa Bożenka, wiewiórka Benek, miś koala Bazyl, lew Sebastian oraz wąż Ksysiek. Przyjaciele pełniąc poważną misję poszukiwawczą (synek Sebastiana - Franek udał się na samotna eskapadę w poszukiwaniu prawdziwej dżungli), wpadają w wir zabawnych i, tylko z pozoru, niebezpiecznych przygód. W polskiej wersji językowej usłyszymy m.in.: Agnieszkę Dygant, Tomasza Kota, Jacka Braciaka i Stefana Friedmanna.

"Dżungla" w kinach od 26 maja.

Informacja własna.

22.05.06

 

 

 

Już tylko do piątku, 26 maja, widzowie muszą poczekać na disnejowską animację "Dżungla".

Twórcy filmu proponują sporą dawkę humoru, autorzy polskiej wersji językowej tradycyjnie dorzucili garść uśmiechu bliższego polskiemu sercu, a bohaterowie "Dżungli" po prostu nie dają się nie lubić. Jednak spośród zwierzaków, które ostatnio tak chętnie goszczą w naszych kinach jeden jest naprawdę wyjątkowy. To miś koala Bazyl, który wraz z lwem, żyrafą, wiewiórką i resztą ferajny opuszcza nowojorskie zoo i wyrusza na podbój miejskiej dżungli. 

W polskiej wersji językowej głosu Bazylowi użyczył świetny aktor znany m.in. z roli w "Edim" Piotra Trzaskalskiego oraz serialu sensacyjnego "Oficer" - Jacek Braciak. Aktor przyznaje się do pewnego powinowactwa z sympatycznym misiem: Rola misia koali w filmie "Dżungla" okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę, mam bowiem taki sam temperament, jak ten uroczy miś, np. w postaci sporej dawki zdrowego luzu i dystansu do siebie i świata - zdradza. - Mój bohater zresztą i tak nie ma innego wyjścia. Śpi prawie dwadzieścia godzin na dobę, a cztery pozostałe poświęca na powolne konsumowanie liści eukaliptusa. Wtedy, kiedy akurat nie drzemie, obdarza swoich przyjaciół różnymi "życiowymi mądrościami"... czyli tak naprawdę opowiada tak straszne głupoty, jak mało kto. Owszem, przyznaję, czasami męczy go, że jest nierozumiany przez innych, ale nie ma za bardzo czasu, żeby to roztrząsać, bo zaraz idzie spać.... - podsumowuje żywot koali aktor.

Bazyl faktycznie miewa pewne problemy egzystencjalne - niemal wszyscy mieszkańcy zoo nabijają się z niego ile wlezie, ponieważ sprzedawane tu rozkoszne maskotki dla milusińskich do złudzenia go przypominają. W prawdziwej dżungli czeka go na szczęście niespodziewany życiowy awans.

"Dżungla" to historia lwa Sebastiana, który wraz z oddaną ekipą zwariowanych przyjaciół: żyrafy Bożenki (głos Agnieszki Dygant), wiewiórki Benka (głos Tomasza Kota), węża Ksyśka (głos Piotra Pręgowskiego) oraz koali Bazyla (Jacek Braciak) wyrusza na odsiecz lewkowi Frankowi. Zwierzaki w drodze do prawdziwej dżungli muszą się zmierzyć z wieloma problemami - życiem metropolii, komunikacją miejską oraz autochtonami. A to tylko początek! Bowiem przed nimi prawdziwa dzicz.

Informacja własna.

17.05.06

 

 

 

Po przygodzie z zabawkami, owadami, potworami, rybkami i superbohaterami czarodzieje techniki ze studia Pixar ("Iniemamocni", "Gdzie jest Nemo") na czele z uhonorowanym Oscarem reżyserem Johnem Lasseterem ("Toy story") ruszają w drogę ze swoim nowym filmem p.t. "Auta".

Tym razem widzowie zostają przeniesieni do świata samochodów. Najlepszy w sezonie Zygzak McQueen (w polskiej wersji językowej - głos Piotra Adamczyka) zamiast na kolejny wyścig, trafia przez przypadek do małego, zapomnianego przez świat miasteczka nieopodal słynnej amerykańskiej trasy numer 66. Tam poznaje postaci, które na zawsze odmienią jego życie i charakter.

Ale to nie wszystko, w filmie jest masa niespodzianek dla prawdziwych fanów wyścigów samochodowych. W minioną niedzielę (14 maja) siedmiokrotny mistrz świata Michael Schumacher oraz aktualnie panujący mistrz Fernando Alonso pojawili się na torze w Barcelonie by ścigać się w 50-tym Grand Prix Hiszpanii. Gośćmi imprezy byli także legendarni - Niki Lauda, Mika Hakkinen oraz twórcy "Aut" - aktor Owen Wilson (w anglojęzycznej wersji - Zygzak McQueen) i reżyser filmu - John Lasseter. Spotkali się tam nie tylko by świętować wspólnie jedenaste - historyczne zwycięstwo w karierze Alonso (jest pierwszym Hiszpanem, który zdobył Grand Prix Hiszpanii) oraz świetny występ Schumachera (drugie miejsce). Był też inny powód - mistrzowie kierownicy wystąpili także w angielskiej wersji językowej "Aut". Zagrali tam niewielkie rólki oczywiście samochodów wyścigowych. To pierwsza taka sytuacja, by gwiazdy tego formatu, spotkały się razem w studiu nagrań i na torze wyścigowym. 
Warto dodać, że "Auta" zostały zdubbingowane na 41 języków i w niemal każdej wersji pojawiły się znane postaci związane z sportami samochodowymi - kierowcy, komentatorzy i dziennikarze.

Film na ekranach od 23 czerwca.

Informacja własna.

10.05.06

 

 

 

Animowany film "Dżungla", rodem ze studia Walta Disneya, na ekranach kin już 26 maja.

Twórcy postarali się stworzyć dla młodych (starszych także) widzów gromadkę nowych, wesołych bohaterów. Jednym z nich, a w zasadzie jedną z nich, jest czarująca żyrafa. Bożenka, bo tak jej na imię, jest wyjątkowo pragmatyczna, samodzielna i niezależna. Nigdy nie traci zimnej krwi i rozsądku. Pobłażliwie traktuje Benka (mówiącego głosem Tomasza Kota) - zakochaną w niej wiewiórkę, ale czy znaczy to, że jest on jej całkiem obojętny? Bożenkę swoim głosem ożywia nieoceniona Agnieszka Dygant: "Dżungla" to jedna z modnych ostatnio, inteligentnych bajek z morałem. Postać, pod którą podkładam głos, żyrafa Bożenka, jest zabawna i sympatyczna. Ma dużo pozytywnej energii, jest samodzielna i niezależna, ale czasami (tu odkryłam jej podobieństwo do mnie) wykazuje za dużo luzu i nie specjalnie angażuje się w działanie - zdradziła aktorka.

Wszyscy doświadczeni w dubbingu aktorzy nie ukrywają, że to ciężka praca. Serialowa niania wspominała: To moja pierwsza poważna rola w dubbingu. Zaskoczyło mnie, że to tak ciężka praca, porównywalna nawet z dniem zdjęciowym na planie serialu. Ale to także ogromna satysfakcja patrzeć później na zwierzątko, które "żyje" z twoim głosem i dzięki temu przejmuje pewne cechy twojego charakteru. Mam nadzieję, że udało mi się Bożence przekazać trochę swojej osobowości.

Bohaterem "Dżungli" jest Sebastian, lew żyjący w nowojorskim zoo, który raczy swego syna Franka wielce dramatycznymi opowieściami o życiu w prawdziwej dżungli, z której - jak twierdzi - pochodzi. Martwi się, że syn jest nieśmiały i nie potrafi nawet porządnie zaryczeć. Zresztą i sam wielki tata ma z tym niejakie trudności. Gdy po rodzinnych nieporozumieniach Franek trafia na statek, który zmierza do afrykańskiej dżungli, Sebastian rusza synowi na ratunek. Towarzyszy mu grupa ekscentrycznych, ale wiernych przyjaciół: wiewiórka Benek, żyrafa
Bożena, anakonda Ksysiek oraz miś koala Bazyl. Razem przeżyją moc niesamowitych przygód, najpierw w dżungli Nowego Jorku, a potem - w tej prawdziwej.

W wersji polskiej wystąpili m.in. Agnieszka Dygant, Tomasz Kot, Jacek Braciak i Stefan Friedmann.

Informacja własna.

21.04.06

 

 

 

Premiera "Dżungli", najnowszej animacji Disneya, zbliża się wielkimi krokami. W polskich kinach zwierzaki z nowojorskiego ZOO rozpanoszą się już 26 maja.
Pierwsi, nieoficjalni widzowie zdradzają, że ani lew Sebastian (głos Grzegorza Pawlaka), ani żyrafa Bożenka (głos Agnieszki Dygant), ani nawet fantastyczna wiewiórka Benek (głos Tomasza Kota) nie są najważniejszymi postaciami filmu. Prawdziwą gwiazdą jest bowiem miś koala o imieniu Bazyl! Sarkastyczny, zapatrzony w siebie, zawsze lekko podchmielony i sprawiający niemało kłopotów Bazyl dosłownie kradnie każdą scenę, w której się pojawi, a sala kona ze śmiechu. W wersji

Premiera "Dżungli", najnowszej animacji Disneya, zbliża się wielkimi krokami. W polskich kinach zwierzaki z nowojorskiego ZOO rozpanoszą się już 26 maja.

Pierwsi, nieoficjalni widzowie zdradzają, że ani lew Sebastian (głos Grzegorza Pawlaka), ani żyrafa Bożenka (głos Agnieszki Dygant), ani nawet fantastyczna wiewiórka Benek (głos Tomasza Kota) nie są najważniejszymi postaciami filmu. Prawdziwą gwiazdą jest bowiem miś koala o imieniu Bazyl! Sarkastyczny, zapatrzony w siebie, zawsze lekko podchmielony i sprawiający niemało kłopotów Bazyl dosłownie kradnie każdą scenę, w której się pojawi, a sala kona ze śmiechu. W wersji oryginalnej głosu użyczył mu znany brytyjski komik Eddie Izzard ("Ocean's twelve"). W polskiej wersji językowej usłyszymy Jacka Braciaka ("Edi", "Oficer"). Braciak stworzył niewątpliwie jedną z najlepszych i najzabawniejszych kreacji w polskim dubbingu (na pewno zdecydowanie lepszą niż jej anglojęzyczny odpowiednik!). Komentarze Bazyla mają dużą szansę wejść do języka potocznego. Gdy zwierzęta, przedzierając się przez miejską dżunglę, roztrząsają temat ludzkich obyczajów związanych z higieną, koala stwierdza: Oni się nie kąpią językiem? To matoły! Ja to nie wychodzę na miasto, jak się porządnie nie wyliżę. No i to jego niepowtarzalne: Gucio prawda! Wygląda na to, że nadszedł czas koali.

Grupa zwierząt ucieka z nowojorskiego ZOO, by odnaleźć Franka, synka lwa Sebastiana. Miejska przygoda solidnie daje się mieszkańcom ZOO we znaki, a czeka ich jeszcze wyprawa do prawdziwej dżungli. Piątka zwariowanych bohaterów: lew Sebastian, żyrafa Bożenka, wiewiórka Benek, koala Bazyl i wąż Ksysiek, rusza statkiem w nieznane, wplątując się po drodze w niejedną zabawną aferę. Zwierzaków nie ominie konfrontacja z fauną i florą prawdziwej dżungli. Przygoda z odrobiną absurdu; zabawa, że boki zrywać!

"Dżungla" w kinach od 26 maja.

Informacja własna.

06.04.06

 

 

 

Już 21 kwietnia rzesze fanów prześmiewczej serii "Strasznych filmów" ruszą do kin. Na ekrany wchodzi właśnie czwarta i, jak sami autorzy zapowiadają, ostatnia część trylogii - "Straszny film 4".
Twórcy i tym razem nie zawodzą. W filmie pojawią się bohaterowie poprzednich części oraz masa znanych twarzy w rolach epizodycznych. Jak zwykle, kluczową rolę pełni ulubiony aktor reżysera filmów - Davida Zuckera ("Czy leci z nami pilot?", "Naga broń") - Leslie Nielsen. Ten świetny komik wcieli się w rolę prezydenta Harrisa.

Grany przez niego prezydent USA to kompletny gamoń. Zachowuje zimną krew nawet, gdy Ziemi grozi globalne niebezpieczeństwo. Gdy zostaje poinformowany o ataku Kosmitów jest w trakcie wizyty w jednej ze szkół podstawowych. Słucha właśnie, czytanego przez uczennicę, opowiadania. Oderwawszy się na chwilę od pasjonującej historii, stwierdza tylko: Dobrze, dobrze, ale najpierw chciałbym się dowiedzieć, co się stanie z kaczuszką. Znajome? Nielsen serwuje widzom jeszcze wiele swoich wyrobionych i tak bardzo lubianych gagów. Reżyser komplementuje aktora: Myślę, że celna kpina z władzy zawsze skutkuje. Zwłaszcza, jeśli mamy do dyspozycji Lesliego.
Oprócz Nielsena w filmie zobaczymy także takie gwiazdy jak: Bill Pullman, Michael Madsen, Shaquille O'Neal czy Carmen Elektra.

W czwartej części "Strasznego filmu" znane już widzom bohaterki - Cindy (Anna Faris) i Brenda (Regina Hall) - muszą uratować świat przed atakiem Obcych. A ponieważ panie nie grzeszą specjalną inteligencją, a raczej obfitym biustem, zabawy jest co niemiara. Twórcy postanowili tym razem sparodiować największe hity minionego sezonu: "Osadę", "Wojnę światów", "Piłę" i "Piłę 2" oraz "King Konga".

W kinach od 21 kwietnia.

Informacja własna.

03.04.06

 

 

 

W maju szykuje się kinowa gratka dla całej rodziny. Grupa zwierzaków z nowojorskiego ZOO zamierza odkryć, jak dzika może być współczesna metropolia. Lew, żyrafa, anakonda, miś koala i wiewiórka to bohaterowie najnowszego filmu animowanego ze studia Walta Disneya - "Dżungla".
W Warszawie trwają właśnie prace nad polską wersją językową filmu. Dialogi przygotował Jan Wecsile ("Iniemamocni"), a reżyserii podjął się ceniony reżyser dubbingu Marek Robaczewski ("Karol - człowiek, który został papieżem"). 

Obsada zapowiada się porywająco. Wiewiórkę Benka obdarzy swoim głosem Tomasz Kot ("Skazany na bluesa"), a żyrafie Bożence głosu użyczy Agnieszka Dygant ("Na dobre i na złe", "Niania"). Wydaje się pewne, że zabawa będzie przednia. Dość powiedzieć, że Benek jest w Bożenie śmiertelnie zakochany.

Oprócz Dygant i Kota w dubbingu usłyszymy m.in. Jacka Braciaka ("Edi"), Stefana Friedmanna ("Kiler-ów 2-óch", "Klan") oraz Krzysztofa Banaszyka ("Samo życie"). Polska wersja językowa powstaje w Sun Studio w Warszawie.

W oryginalnej wersji także nie brakowało gwiazd. W obsadzie znalazł się m.in. Kiefer Sutherland i Jim Belushi.

"Dżungla" w kinach od 26 maja.

Informacja własna.

31.03.06

 

 

 

Twórcy serii prześmiewczych "Strasznych filmów" nie przestają szokować. Czwarta cześć na ekranach pojawi się dopiero 21 kwietnia, ale do kin w całej Polsce już trafiła seria wyjątkowych (odrobinę dwuznacznych) plakatów zapowiadających niezłą zabawę.

Plakaty przywodzą na myśl hity ubiegłego kinowego sezonu, tylko jakoś inaczej. Pracownicy warszawskich multipleksów śmieją się: Widzowie podchodzą do plakatu "Strasznego Filmu 4" myśląc, że to już czwarta cześć "Piły". Dopiero wtedy spostrzegają na tym ohydnym paluchu plasterek jak dla małego dziecka. Mamy tu mnóstwo zabawy! Szczególnie z tym plakatem z lalą. - dodaje bileter. Trzy poprzednie części wyrobiły "Strasznemu filmowi" taką renomę, że czytelnicy portalu www.stopklatka.pl wybrali jego czwartą odsłonę na najbardziej oczekiwaną premierę kwietnia.

Reżyser David Zucker, wraz z wypróbowaną ekipą scenarzystów i przezabawnym Leslie Nielsenem w roli prezydenta, wzięli tym razem na warsztat m.in. "Wojnę światów", obie części "Piły", "Osadę" i "Klątwę". Jak zwykle, w filmie pojawi się cała masa znanych twarzy w dziwnych, zaskakujących epizodach. Zobaczymy więc: Shaquille O'Neala, Billa PullmanaMichaela Madsena, Carmen Elektrę, Charlie Sheena i innych. Trzy poprzednie części cyklu przyniosły twórcom wpływy ponad stu milionów dolarów w samych tylko Stanach plus drugie tyle na świecie. Te wskaźniki zapewne solidnie podskoczą.

Niezbyt mądra, ale za to niesłychanie energiczna Cindy Campbell (Anna Faris) i jej rozerotyzowana przyjaciółka, Brenda Meeks (Regina Hall) muszą ratować świat przed kolejną zagładą. Tym razem chodzi o spodziewaną inwazję Obcych. Dziewczyny dążą do rozwiązania zagadki. Pomaga im w tym George (Simon Rex), świetnie znany z poprzedniej części filmu. W aferę jest zamieszany prezydent Harris (Leslie Nielsen), zachowujący stoicki spokój nawet wobec najstraszliwszych wydarzeń.
 
W kinach od 21 kwietnia.

Informacja własna.

21.03.06

 

 

 

Kariera młodego aktora australijskiego pochodzenia - Heatha Ledgera - wyraźnie nabrała rozpędu. Po nominacji do Oscara za "Tajemnicę Brokeback Mountain" kręci film za filmem. Słysząc jego nazwisko nikt już nie ma wątpliwości, o kim mowa. W najbliższy piątek, 24 marca, na ekrany kin wchodzi kolejny film z Ledgerem w roli głównej - "Casanova", wyreżyserowany przez cenionego szwedzkiego reżysera Lasse Hallströma.

To nowa odsłona historii Giacomo Casanovy. Legendarny wenecjanin słynął ze swych miłosnych podbojów. Jego nazwisko stało się synonimem uwodziciela i kolekcjonera erotycznych przygód. Miał opinię szarlatana, hazardzisty i awanturnika działającego z wielkim rozmachem. 

Wcielający się w postać Casanovy aktor zdaje się być zaprzeczeniem swojego bohatera.

Ledger obiecał partnerce życiowej, aktorce Michelle Williams ("Dróżnik", "Tajemnica Brokeback Mountain"), że po ceremonii rozdania Oscarów zaszyje się w domu, by zająć się ich kilkumiesięczną córeczką Matildą: Chciałbym nie pracować do końca roku. Niech Michelle na nas zarabia, ja zostanę "Panem Mamą". To dla mnie niezmiernie ważne. To coś, czego każdy tata, jeśli tylko może, powinien doświadczyć - zapewnia aktor. Ledger uzasadniał swoją decyzję także tym, że bardzo zależy mu na karierze Michelle. Gdy on zostanie w domu, ona będzie mogła skupić się na pracy. 

Jak widać, żaden z niego Casanova! Pewnie dlatego jego bohater zyskuje zupełnie nowe oblicze. Producent Leslie Holleran wspomina: Heath kazał nam zmienić podejście do tej postaci: jego Casanova jest raczej zmysłowy niż zwyczajnie nadpobudliwy, a przy tym diabelsko dowcipny i ironiczny. Drugi z producentów, Mark Gordon, dodaje: To zabawna, pełna niespodziewanych perypetii opowieść o człowieku uchodzącym za zimnego uwodziciela, który niespodziewanie zostaje usidlony przez prawdziwe uczucie i zaczyna postępować zupełnie inaczej niż dotąd. 

Domator Heath Ledger to aktor, który może sprawić, że inaczej spojrzymy na legendę Casanovy. Gwiazdor na urlopie macierzyńskim, grający uwodziciela, któremu złamano serce - prawdziwa komedia pomyłek.

Informacja własna.

16.03.06

 

 

 

17 marca na ekrany wejdzie wyśmienita komedia z Timem Allenem i Robertem Downey'em juniorem "Na psa urok". Film opowiada historię pewnego wziętego prawnika (Allen), który za sprawą tajemniczego zbiegu okoliczności zmienia się w psa pasterskiego. Miotając się pomiędzy ludzką i psią postacią, obserwuje swoją, zaniedbywaną dotąd, rodzinę. To doświadczenie dokonuje w nim potężnej zmiany. Prawnik postanawia znów być troskliwym ojcem i mężem.

Na naszych ekranach film pojawi się w polskiej wersji językowej. Usłyszymy w niej m.in. Agatę Kuleszę, Bartosza Opanię, Marcina Trońskiego, w roli głównej wystąpi natomiast znakomity aktor komediowy - Piotr Gąsowski

Gąsowski miał przed sobą nie lada wyzwanie aktorskie - musiał zagrać bohatera w obu jego wcieleniach - człowieka i psa. Pracę przy dubbingu wspominał: Świetnie się bawiłem wcielając w rolę psa. Były takie momenty, że ze śmiechu łzy mi same leciały. A to musiałem szczeknąć, to znów warknąć, czasem zapiszczeć, a nawet dyszeć na zawołanie - zdradza. - Sam kiedyś miałem boksera, więc jestem w stanie odróżnić go od buldoga, a owczarka niemieckiego od jamnika... Ale mówiąc poważnie: takie codzienne obserwacje domowego zwierzaka okazały się pomocne w tej roli. Aktor nie zastanawiał się nad przyjęciem propozycji udziału w dubbingu do "Na psa urok", choć niewielkie wątpliwości się pojawiły: Ktoś mnie zapyta: "Co pan teraz gra?" A ja na to: "Teraz gram psa." Albo: "Pingwina, proszę pana". Ostatnio gram dużo zwierząt. Zaczynam się tym martwić... - kończy Gąsowski.

"Na psa urok" to kino familijne najwyższej próby a jednocześnie naprawdę dobra komedia. Pierwsze zapewnia doświadczenie wytwórni Walt Disney Pictures, a drugie w stu procentach gwarantuje niezawodny komik Tim Allen mówiący (Śnięty Mikołaj), tym razem, głosem Piotra Gąsowskiego.

Informacja własna.

06.03.06

 

 

 

Farciara - powiedzieliby zazdrośnicy. Ale Katarzyna Grochola, jako "człowiek instytucja", nie obawia się złych zaklęć. Bez grama przesady można już ją uznać za członkinię ekskluzywnego klubu milionerów polskiej kultury popularnej. Oparty na jej powieści film "Ja wam pokażę!" właśnie przekroczył milion widzów, nakład wszystkich książek jej autorstwa także szczyci się sześcioma zerami, a poprzedni film według jej prozy - "Nigdy w życiu" obejrzało ponad półtora miliona widzów! Ten najświeższy milion - sukces filmu "Ja wam pokażę!" -cieszy chyba najbardziej. Dzięki temu wynikowi ekranizacja prozy Grocholi znalazła się wśród trzech tytułów, które w tym roku przekroczyły ową magiczną barierę popularności. W wywiadach prasowych Grochola nie unika odpowiedzi na pytanie o sukces finansowy: Jak mi mówiono, żebym się nie brała za pisanie książek, bo zdechnę z głodu, to powiedziałam, że stanę się pierwszą pisarką, która będzie na tym zarabiać - stwierdza. - Uważam, że ludzie powinni dostawać godziwą zapłatę za pracę, którą kochają. A ja kocham pisać i kocham pisać o miłości - wyznaje pisarka.

"Ja wam pokażę!" to spełnienie marzeń Katarzyny Grocholi: ekranizacja dalszych losów jej ukochanych bohaterów - Judyty (Grażyna Wolszczak) i Adama (Paweł Deląg). Film przedstawia perypetie uczuciowe dwojga zakochanych, byłego męża bohaterki (Cezary Pazura) oraz zbuntowanej córki Judyty - Tosi (Maria Niklińska). I jak to w komedii romantycznej bywa, wiele tu nieporozumień, humoru i obowiązkowy happy end.

Informacja własna.

16.01.06

 

 

 

„Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i stara szafa” okazały się filmem nie tylko ciepłym i pełnym wdzięku, ale i bardzo kasowym. W amerykańskim box-office są wciąż w czołówce i przyniosły twórcom już prawie 270 milionów dolarów. W 6 stycznia zadebiutowały w polskich kinach, również odnosząc niemały sukces. Do dziś film obejrzało ponad 1 680 000 widzów!

Coraz częściej mowi się o tym, że jeden z producentów, a zarazem pasierb autora Narnii, C.S. Lewisa – Douglas Gresham, już pracuje nad kolejną częścią cyklu. Projekt trzymany jest w ścisłej tajemnicy, ale wszystko wskazuje na to, że twórcy mają zielone światło od studia Disneya i że możemy spodziewać się filmowej wersji „Księcia Kaspiana”. Jeszcze przed debiutem ekranowym „Lwa, Czarownicy i starej szafy” reżyser Andrew Adamson mówił: Nie przepadam za seriami, ale jeśli będę mógł zrobić kolejną część „Narnii”, to nie będę się zastanawiał. 

Wybór „Księcia Kaspiana” został podyktowany kilkoma względami. Po pierwsze, Lewis w tej właśnie kolejności pisał „Narnię”, choć zalecał potem inną kolejność czytania. Po drugie, jest to jedyny tom spośród dalszych sześciu części, w którym występuje cała czwórka dzieci i gdzie są one w podobnym wieku jak w części pierwszej. Filmowcy muszą się spieszyć – jeśli młodzi aktorzy podrosną, „Książę Kaspian” może nigdy nie powstać.

Wobec ogromnego sukcesu „Opowieści z Narnii” w kinach, wydaje się, że filmowcy nie pomylili się, podejmując decyzję o kontynuacji.

Informacja własna.

 
 

LISTA INFORMACJI

"Deja Vu" - przerażający Jim Caviezel
28.12.2006
"Deja Vu" według profesora Bralczyka
19.12.2006
"Deja Vu" czyli intuicja Denzela Washingtona
14.12.2006
Macy Gray z Denzelem
04.12.2006
Reżyser "Ściganego" i faceci, którzy ratują życie
30.11.2006
"Patrol" - czyli największa maszyna do produkcji fal
28.11.2006
Kevin Kostner z gitarą w basenie
16.11.2006
Ashton Kutcher niezupełnie jak ryba w wodzie
09.11.2006
Ostatni klaps na planie "Rysia"
25.10.2006
Jeff Bridges - sport, fotografia i muzyka
25.10.2006
Oficerowie w "Rysiu"
18.10.2006
Spadaj! Bunt i hip-hop
13.10.2006
Piwowski i Tym znowu razem
11.10.2006
Beata Tyszkiewicz i gang sprzątaczek
26.09.2006
Ben Affleck ze Złotym Lwem
11.09.2006
Sobowtór Tyma na Suwalszczyźnie?
06.09.2006
Światowa premiera "Hollywoodland" na festiwalu w Wenecji
05.09.2006
"Stay Alive" horror z Katriną
09.08.2006
"Stay Alive" - wygrać z krwawą hrabiną
07.08.2006
"Stay Alive" 
04.08.2006
Cała prawda o piratach
31.07.2006
Nowy upiór z "Piratów z Karaibów"
18.07.2006
"Piraci" przypłyną o północy
12.07.2006
"Piraci z Karaibów" biją rekord wszech czasów
10.07.2006
Martyna Wojciechowska w "Autach"
23.06.2006
Włodzimierz Zientarski: "Auta" mają duszę
21.06.2006
"Auta": Piotr Adamczyk wraca do dzieciństwa
14.06.2006
Segdy i Olbrychskiego przygody z "Autami"
07.06.2006
"Auta" i ordery
01.06.2006
"Dżungla": Gucwińscy już widzieli!
24.05.2006
Jacek Braciak: Koala taki jak ja
22.05.2006
Mistrzowie kierownicy w "Autach"
17.05.2006
Żyrafa z osobowością Agnieszki Dygant
10.05.2006
Miś koala na lekkim rauszu
21.04.2006
Prezydent gamoń
06.04.2006
Dygant i Kot w dubbingu "Dżungli"
03.04.2006
"Straszny film 4" - wchodzisz na własne rysyko!
31.03.2006
Heath Ledger: kowboj, kochanek, domator
21.03.2006
"Na pas urok" - rozszczekany Gąsowski
16.03.2006
Grochola - milionerka
06.03.2006
Dziś Narnia, jutro Kaspian
16.01.2006